<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457</id><updated>2012-02-16T19:54:36.250-08:00</updated><title type='text'>STUDIO ZA PRÓG</title><subtitle type='html'>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK - literatura, publicystyka i filmy</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>13</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-3497787030246050379</id><published>2011-11-18T20:48:00.000-08:00</published><updated>2011-11-18T20:48:54.606-08:00</updated><title type='text'>WEGETARIANIZM - WYPOWIEDŹ JEZUSA</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;Fragment książki "Ewangelia św. Jana w świetle nauk mistycznych" M.Charana Singha, tłum. Piotr Listkiewicz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;We fragmencie posłużono się cytatem z "Ewangelii Esseńskiej św. Jana" odnalezionej w Egipcie w XX w.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;33.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: Arial; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;Mistrzu, wielu chrześcijan uważa, że jedzenie mięsa i picie alkoholu zostało usankcjonowane w Ewangelii, ponieważ Jezus sam jadał ryby i karmił nimi tłumy oraz nalewał wino swoim uczniom w czasie Ostatniej Wieczerzy. Czy możesz nam to wyjaśnić?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 11.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;Mistrz&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 11.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;:&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Siostro, nie wiem doprawdy czy powiedział to Jezus, czy jest to tylko nasze usprawiedliwienie picia wina i jedzenia ryb. Bardzo trudno powiedzieć czy Jezus pozwalał swoim uczniom jeść ryby i pić alkohol. Wydaje mi się, że w jakiś czas po jego śmierci ludzie zaczęli ulegać pokusom picia wina i jedzenia mięsa i mogło to mieć wpływ na treść Ewangelii. Zaś znajdując usprawiedliwienie w Ewangelii, mogli z czystym sumieniem zabijać dla podniebienia. Być może również ryby i wino mogły służyć jako symbole, których znaczenie zostało zagubione i niewłaściwie zinterpretowane podczas licznych przepisywań i tłumaczeń.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 11.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W pierwszym rozdziale Biblii nakazana jest dieta wegetariańska:&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 36.0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I rzekł Bóg: Oto dałem wam wszelkie ziele, wydawające z siebie nasienie, które jest na obliczu wszystkiej ziemi; i wszelkie drzewo, na którym jest owoc drzewa, wydawające z siebie nasienie, będzie wam ku pokarmowi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 36.0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I wszelkiemu zwierzowi ziemskiemu, i wszystkiemu ptactwu niebieskiemu, i wszelkiej rzeczy poruszającej się na ziemi, w której jest dusza żywiąca; wszelka jarzyna ziela będzie ku pokarmowi; i stało się tak. (Gen. I:29,30).&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 11.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;Są również inne ustępy w Biblii, gdzie pogardza się mięsem. Na przykład:&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 36.0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ale Daniel postanowił w sercu swoim, żeby się nie mazał pokarmem potraw królewskich, ani winem, które król pijał; (Dan. I:8).&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 36.0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Doświadcz proszę sług twoich przez dziesięć dni, a niech nam dadzą jarzyn, którebyśmy jedli, i wody, którąbyśmy pili. (Dan. I:12).&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 36.0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A po wyjściu dziesięciu dnia okazało się, że ich twarze były piękniejsze i byli tłustsi na ciele, niż wszyscy młodzieńcy, którzy jedli pokarm z potraw królewskich. (Dan. I:15).&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 11.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jak wspomniano w liście 441 w książce “Boskie Światło”, najlepszą odpowiedzią na twoje pytanie czy Jezus był wegetarianinem, jest cytat z fragmentów Ewangelii Esseńskiej św. Jana, która - jak się mniema - jest bezpośrednim przekładem z języka aramaic i oddaje czyste, oryginalne słowa Jezusa. [...] Zwróć uwagę, że cytat z Genezis I:29,30 jest również zawarty w tej Ewangelii.&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 36.0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ale oni mu odrzekli: &lt;i&gt;“Dokąd mamy iść Mistrzu, bo z tobą są słowa żywota wiecznego? Powiedz nam, jakich grzechów wystrzegać się mamy, ażeby nigdy więcej nie oglądać choroby?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 36.0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jezus odpowiedział: &lt;i&gt;“Niech się stanie zgodnie z waszą wiarą”&lt;/i&gt; - i usiadł wpośród nich, mówiąc: &lt;i&gt;“Powiedziano im w dawnych czasach: &lt;b&gt;‘Szanuj Ojca twego niebieskiego i twą Matkę ziemską, spełniaj ich przykazania, ażeby dni twoje na ziemi długie były!&lt;/b&gt;’ A następne dane było przykazanie: &lt;b&gt;‘Nie będziesz zabijał!&lt;/b&gt;’ Bo życie dane jest wszystkiemu od Boga, a co dane zostało od Boga, niech żaden człowiek nie waży się zabrać. Bo mówię wam w prawdzie, od Matki pochodzi wszystko życie na ziemi; dlatego ten, który zabija, zabija swego brata. A od niego ziemska Matka odwróci się i oderwie od niego swoje ożywiające piersi. I przepędzą go jej aniołowie, a Szatan zamieszka w jego ciele. A ciało zarżniętych zwierząt w jego ciele stanie się jego własnym grobem. Bo mówię wam w prawdzie, ten który zabija, zabija siebie; a ten kto spożywa ciało zarżniętych zwierząt, spożywa ciało śmierci... I ich śmierć stanie się jego śmiercią. Bo zapłatą za grzech jest śmierć!”&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 36.0pt; text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;“Nie zabijaj, ani też nie spożywaj ciała twych niewinnych ofiar, ażebyś nie został niewolnikiem Szatana. Bo jest to droga cierpień i prowadzi do śmierci. Lecz spełniaj wolę Bożą, ażeby Jego aniołowie mogli ci służyć na drodze twojego życia. Dlatego bądź posłuszny słowom Boga: &lt;b&gt;‘Oto dałem wam wszelkie ziele, wydawające z siebie nasienie, które jest na obliczu wszystkiej ziemi; i wszelkie drzewo, na którym jest owoc drzewa, wydawające z siebie nasienie, będzie wam ku pokarmowi. I wszelkiemu zwierzowi ziemskiemu, i wszystkiemu ptactwu niebieskiemu, i wszelkiej rzeczy poruszającej się na ziemi, w której jest dusza żywiąca; wszelka jarzyna ziela będzie ku pokarmowi.’&lt;/b&gt; Także mleko wszystkiego, co porusza się i żyje na ziemi, będzie dla ciebie pożywieniem; tak jak dane im zostało wszystko zioło zielone, tak ja daję wam ich mleko. Ale &lt;b&gt;ciała i krwi&lt;/b&gt;, która je ożywia, nie będziesz jadł”.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 12.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 11.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie wydaje mi się, żeby Jezus mógł nauczać, że możemy jeść ryby i pić wino. Jest powiedziane, że &lt;i&gt;“co posiejesz, to zbierzesz”.&lt;/i&gt; Czyż może on popierać zabijanie? Powiedział: Mojżesz rzekł wam,&lt;b&gt; “&lt;/b&gt;&lt;i&gt;nie będziesz zabijał&lt;/i&gt;&lt;b&gt;”.&lt;/b&gt; Co to jest zabijanie? Zabieranie życia stworzeniu. Mojżesz nie powiedział: Nie będziesz zabijał &lt;i&gt;ludzi&lt;/i&gt;, lecz powiedział: Nie będziesz zabijał.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 11.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jezus mówi, że nie mówiąc już o zabijaniu, nie powinno się nawet ranić czyichś uczuć&lt;i&gt; (Mat. V:21,22).&lt;/i&gt; Był tak pełen współczucia, był tak pokornego i łagodnego serca – jakże zatem można wierzyć, że zezwalał na jedzenie mięsa? Jak można nawet zakładać, że Jezus zabijał dla pożywienia, kiedy nie chciał nikogo nawet urazić, kiedy zalecał nadstawianie drugiego policzka?&lt;i&gt; (Mat. V:38,39).&lt;/i&gt; W swoim podejściu do wszystkiego był tak łagodny, że po kimś takim doprawdy trudno się spodziewać zabijania dla pożywienia. &lt;i&gt;“I temu, który się z tobą chce prawować, a suknię twoją wziąć, puść mu i płaszcz;” (Mat. V:40). “Darmoście wzięli, darmo dawajcie”. (Mat. X:8).&lt;/i&gt; Dając ludziom, nie bierzcie zapłaty - dawajcie za darmo. Czyż można powiedzieć, że ktoś tak kochający, łagodnego serca, pełen współczucia, mógłby doradzać ludziom zabijanie, żeby jeść? Jak można nawet myśleć, że Jezus mógł jeść mięso, kiedy kładł tak wielki nacisk na to właśnie przykazanie Mojżesza. Musi być jakiś błąd w naszym rozumowaniu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 11.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-size: 11.0pt; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-size: 10.0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-3497787030246050379?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/3497787030246050379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/11/wegetarianizm-wypowiedz-jezusa.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/3497787030246050379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/3497787030246050379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/11/wegetarianizm-wypowiedz-jezusa.html' title='WEGETARIANIZM - WYPOWIEDŹ JEZUSA'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-8257769993400483025</id><published>2011-11-10T16:40:00.000-08:00</published><updated>2011-11-10T18:17:26.858-08:00</updated><title type='text'>Z PERSPEKTYWY WŁASNEGO CHLEWA...</title><content type='html'>&lt;div align="right" class="MsoNormal" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Ludzie zwierzętom zgotowali ten los...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;Wiktoria Leśniakiewicz -&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;-Jak ja nie lubię poniedziałku! - łeb mi pęka po wczorajszym... - a tu jeszcze tyle roboty!&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;-Jak on dziś jedzie tym ciągnikiem, wściekł się czy co? Zlecę z niego i szlag mnie trafi!...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: center; text-indent: 0cm;"&gt;---oooOooo---&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Co to jest? Ciemno?... Płynę?... co mnie pcha? Wiruję? - co to jest?! Mamusia? Tatuś - to ja w wózeczku. O, dziadzio daje mi pieniądze na odpust w Biniszewie. He! - pierwszy papieros ukradłem stryjowi. Toż to całe moje życie! Jak w kinie - tylko „żywiej”! znowu wiruje mi w głowie! Tylko głowa, myśli, odczucia...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; Zimno, ależ zimno i deszcz leje jak z cebra, co to jest? Gdzie ja jestem? Przyczepa? Świnie? - i ja między nimi?&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;- Kurczę - obudźcie mnie! Zmora jakaś senna czy co?&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;- Baśka! Basia! - OBUDŹ MNIE!!!&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;Co one tak się pchają? Tłoczą! Kwiczą, ryczą - nie wytrzymam tego ryku. No nie, ten smród, gnój!...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Jak łazisz knurze! Moje nogi!!! Co je straszysz stary idioto - klepał je będzie! No nie, zadepczą, zadepczą mnie...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Kurde, te dechy maja takie zadziory i gwóźdź jakiś wystaje, o do licha! - rozdarłem sobie skórę! Krew!... Krew mi się leje, słabo mi. Nic nikogo to nie obchodzi?&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Hej ludzie! - pomóżcie mi się stąd wydostać, bo mnie zadepczą! Czy nikt mnie nie słyszy? Przecież pełno tu chłopów?&amp;nbsp; Jak można ładować tyle zwierząt na przyczepę, nie ma się jak ruszyć i jeszcze ten deszcz. Żadnej osłony! Żadnej plandeki!...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;- No świnie, to świnie - lałem je nie raz po szynkach tylko klaskało, no i dobrze. Jak się obudzę, a wpadnę do chlewu, to nie daj Bóg! Pełno mam brudnej słomy w gębie, niedobrze mi, całą gębę mam w gnoju. Powietrza!!!&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Nieeee!!! NIEEE!!! - jak mnie niesiesz! - mój kręgosłup! (O Boże! - ja mam ogon?!?!?!... - co za rozdzierający ból!)&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;Tatuś! Tatuś! - Co za ulga. Nie, on mnie nie słyszy i nie widzi. Tato, to jaaaa!!! Jestem zwierzęciem?... Przecież myślę! Jestem! Widzę wszystko! Tatuś mnie kupił - no dobrze, że chociaż On... Ufff... - czysta słoma, dobre i to. O, dąb pod sklepem, to już blisko domu.&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Mamusia! Basia! - też mnie nie poznają?... Mamusia w czarnej sukience? Basia też? Co tu się dzieje? OBUDZIĆ SIĘ, OBUDZIĆ SIĘ ZA WSZELKĄ CENĘ! - Nie - co jest!? - do chlewa? Tato! - MNIE DO CHLEWA!?&amp;nbsp; Co jest do pioruna ciężkiego!? Dwanaścioro nas w boksie, nigdy nie myślałem, że to tu tak tłoczno...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Nie obwąchuj mnie brudny warchlaku!&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;Położę się przy ścianie. Ależ tu brudno. Kładę się, wszystko mnie boli (mógłby ojciec wybrać trochę tego gnoju i dać świeżej podściółki, przecież jest na tyle słomy. No jak tu leżeć w takim szambie?).&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- A tam, przecież w końcu się obudzę. To pierwsze, co zrobię, to pójdę do chlewu i posprzątam. Dam lepszej karmy, co mi tam, teraz na to wygląda, że ja jeden z nich. Rano powiem Baśce, że byłem świnią, ale będzie ubaw!... No, pamiętam, jak kiedyś mówiła, że Jola jej opowiadała jak kończyła jakiś tam kurs i medytowali i jej koleżance wyszło, że była faraonową, a ona pieskiem cesarzowej. Ja nie byłem na takich głupotach, a co mi się przytrafiło? - bez tych medytacji jestem świnią w swoim własnym chlewie! Ciemno się robi, jak się ten mrok przelewa przez okienka. Trzeba poprzecierać te pajęczyny, ale wielki - bestia - lezie po ścianie! Widać nie ma wiatru, na jabłonce ani listek nie drgnie... Much tu od groma, no to i pająki maja używanie. Trza cos będzie z tym zrobić...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Co jest!? - Mysiata? Jezu, ona liże mi ranę, a jak mnie zaraz użre? - czuje krew... Nie... - wylizała tylko. Poczciwa Mysiata. A Tatuś rany nie zauważył. Zresztą kto by się tym przejmował pokaleczoną świnią. Zagoi się i już, przecież ja sam też tak mówię... - psiamać! - mówiłem - przecież teraz tylko chru-chrumkam. Kwiczę, no tak tylko kwiczę - przecież słyszę sam siebie. Tylko myślę. Jakby myśli były w przeźroczystym, zamkniętym słoju, tam się kłębiły. Nie mogą wyjść, wypłynąć, wypełznąć na zewnątrz. To pewno dlatego mnie nie słyszą, nie rozumią...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;Ciasno mi, tak właśnie - ciasno. Duszę się sam w sobie, jakbym miał za ciasne ciało w stosunku do duszy. To prawie fizyczny ból. Wszystko wiem, widzę, czuję, poznaję, a jednak jest mi ciasno w samym sobie.&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;A wokół wszystko duże, odległe, sufit wysoko, okna daleko, głowę jakoś ciężko podnieść - jakbym miał sztywny kark. Podrzucać głową trzeba, wtedy to lepiej wychodzi. - E, ktoś idzie...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Mamusia!!! Chamy - kurde - nie pchać się, stratujecie mnie! Co jest do żarcia? - he!, przecież że ziemniaki z pokrzywą parzone i to tak na okrągło, aż do przymrozków.&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;Nie będę jeść.&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: center; text-indent: 0cm;"&gt;---oooOooo---&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;Jednak się nie przebudzę z tego koszmaru. Który to już dzień? Sen nigdy tak długo nie trwa. Co ja tu ze sobą&amp;nbsp; zrobię? Nie będę jadł, niech zdechnę - przecież to nie jest życie! Nie wstanę, utopię się w tej gnojówie...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;- Myszata!? Co ty chcesz? Nie do wiary! Przyniosłaś mi w pysku ziemniaki? Nie myślałem, że można tak delikatnie ryjkiem podsuwać jedzenie. Wyleczyłaś mi ranę, a teraz nie chcesz, bym się zagłodził? Przecież ty tylko nierogacizna jesteś... Widziałem, jak drżałaś, kiedy Tatuś widłami zdzielił knura, ale przecież Tatuś prześcielał słomę!&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;Jezu, już chyba jesień, rumienią się jabłka, słońce złoci liście, na polach pewno już po zbierkach... - Boże! - za co mnie takie więzienie spotyka? Słyszę śmiech Basi, Krzyś pewnie mnie już nie pamięta. Widziałem, jak patykiem bił prosięta, a Basia nic mu nie powiedziała. Chyba teraz wiem to, czego Oni nie wiedzą, Krzysio też taki będzie?... Nieraz słyszałem, że trzeba mieć serce dla zwierząt. Co to jest to „serce dla zwierząt”?&amp;nbsp; - to, że byle co jemy, bo jesteśmy głodni, no to jemy. To, że rzadko się tutaj sprząta? - że jest mokro i śmierdzi? Tatuś już może tyle sił nie ma, ale i mi kiedyś też nie zależało... Warchlaczek cały dzień konał w bólach, no jest ich dwanaście, to prawda - ale też skąd brać na weterynarza? Wiem, że uparowali z ziemniakami tego warchlaczka, Myszowata nie jadła na wieczór z przejęcia. Tatuś myślał, że jest chora, postali z Mamusią i mówili o dorżnięciu, no to na rano już jadła z czystego strachu.&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Że czasem kopną, walną widłami, wody w poidło zapomną nalać? - kłopoty i troski ich żrą, to i tak jedno myśli, że drugie dało.&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: center;"&gt;---oooOooo---&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;Chyba śnieg z deszczem zawiewa, ponuro tu jakoś. Wczoraj dwie lochy zabrali... - nie wróciły już do boksu. Słyszałem, jak ostrzyli noże o kamień. Krzyś obracał koło. Cieszył się, że będzie święto. Potem były wrzaski loch i głuche uderzenia... - jedna chyba dwa razy dostała w łeb, bo słychać było, jak grzebie ziemie racicami i charczy. Cisza taka wielka nastała w chlewie, słychać było tylko miarowe pochrapywanie i ten urywany, krótki oddech paraliżował mi głowę. Mrowiło mi się przed oczami, gdybym mógł, to ocierałbym pot ratkami z krótkiego, wypukłego czółka, a tak to zalewał mi oczka...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;- Boże wielki, wiem, że tak to już jest, że jedni jedzą drugich, ale we Wigilię, jak Tatuś przyjdą z opłatkiem i resztkami ze stołu, pozwól mi bym przemówić, ten jeden raz. Nie będzie zdziwiony - przecie wszyscy wiemy, że we Wigilię można. Bo ja już teraz wiem o tym „sercu dla zwierząt”. A przecież słyszałem czasem w audycjach o opiece, o trosce, poszanowaniu dla zwierząt, o godności i śmiałem się, a i czasu nie było, by rozmyślać. Myślałem wtedy: żyć trzeba, jeść trzeba, piętro na domu podnieść, ropa drożeje i gdzie tu o godności dla świni? A dla mnie to kto ja ma? - jak siedem nocy z pszenicą stałem pod skupem???... Boże! No powiedz coś! A może trzeba mi było tu cztery miesiące przebyć, żeby to ze świńskiej perspektywy zobaczyć?&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: center;"&gt;---oooOooo---&lt;/div&gt;&lt;div align="center" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;Od wczoraj znowu śnieżyca, takie mleko za oknami. Tatuś choinkę przyniósł, bo okrzesane gałęzie za próg rzucił. Rozpachniały się na cały chlew. Łzy mi pociekły, na gęstych rzęsach wisiały, jak rosa jesienią na pajęczynach. Myszowata zlizała mi je, jakby mi na pociechę. Już nie długo, a ostrzegę Tatusia. To twardy chłop. Nie ucieknie. Na pewno wysłucha. Może Myszowatej da dożywotni wycug jak starej klaczy Basi po dziadku Franciszku?&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;Piekli placki, taki zapach chleba i ciasta snuł się po obejściu, że aż tutaj zalatywało. Krzyś chyba dostał buty od Mikołaja, bo Basia przegoniła go ze stajni. Rośnie mi chłopak na pociechę. Mi czy im? - już sam nie wiem i nie wiem, jak to się skończy...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;- Jezus Maria, znowu Józek zza rzeki przyszedł. Ruch na podwórku jakiś większy... Noże, znowu noże ostrzą!&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;- Myszowata! Myszowata! Idź w kat, słomą, tak słomą cię przykryję, jeszcze trochę... - taaak... wiem w końcu od czego jest ryj i mocne racice. Nie wychodź!&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;Jakże ten nóż dźwięczy o kamień i koło się nierówno obraca...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;Wrzątek do kadzi leją...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;- Boże wielki! Kogo wywloką z chlewni? Tak przed samymi Świętami? Powiem, powiem Tatusiowi! We Wigilię, jak tradycja każe! Opowiem, opowiem mu wszystko. No wiem, przecież jeść trzeba, ale o godności, o szacunku powiem. No i to dlatego nam nie dali jeszcze sniadania... Dadzą, jak będzie „po wszystkim”.&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;Idą, idą... Matko Boska! - do naszego boksu!!! Nie Tato! Nieeee! NIE MNIE!!! Będę walczył o siebie, nie o siebie - o Was! O Was wszystkich, Tato Nie! Poczekaj do Wigilii!!! Powiem Ci! Pogadamy! TAAATOOO!!!...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right" style="background-color: white; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px; text-align: right;"&gt;&lt;b&gt;K O N I E C&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;STUDIO ZA PRÓG DZIĘKUJE PANI WIKTORII LEŚNIAKIEWICZ ZA UDOSTĘPNIENIE POWYŻSZEGO TEKSTU&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-8257769993400483025?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/8257769993400483025/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/11/z-perspektywy-wasnego-chlewa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/8257769993400483025'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/8257769993400483025'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/11/z-perspektywy-wasnego-chlewa.html' title='Z PERSPEKTYWY WŁASNEGO CHLEWA...'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-2727924041735478464</id><published>2011-08-23T23:40:00.000-07:00</published><updated>2011-08-23T23:40:42.848-07:00</updated><title type='text'>BAJECZKA MAMUSI - JAMES AGEE</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Byczek pędził pod górę tak szybko jak tylko mógł i w pełnym biegu wrył się w ziemię. &lt;i&gt;“Mamo!&lt;/i&gt; – wrzasnął resztką oddechu. –&lt;i&gt; Co się dzieje?! Co oni robią?! Gdzie oni idą?!”&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Cielęta innych matek też przybiegły galopem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Wszystkie patrzyły na nią i czekały na odpowiedź, lecz ona patrzyła gdzieś ponad ich podnieconymi oczami. Kiedy tak obserwowała tajemniczą i majestatyczną rzecz, której jej cielęta wcześniej nie widziały, jej oczy stały się jeszcze bardziej nieruchome niż zwykle, a zanim odpowiedziała, przez dość długą chwilę zdawała się nie słyszeć ich naglących pytań.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;W oddali, wzdłuż jesiennie zabarwionej równiny, oświetlone ukośnymi promieniami światła, olbrzymie, niezmierzone stado bydła posuwało się na wschód. Zwierzęta szły niezbyt szybko, ale szybciej niż dla przyjemności. Te na przedzie popychane były przez te idące za nimi; te z tyłu, z małymi wyjątkami, robiły wszystko, żeby utrzymać tempo; te zaś, które były zamknięte w środku stada były tak samo bezwolne jak cząsteczki wewnątrz spadającego kamienia. Ludzie siedzący na koniach jechali z przodu, z tyłu i z boków, co jakiś czas zawracając do tyłu i wracając do przodu, utrzymując stałe tempo i kształt stada, zaś pomiędzy nimi nieustannie w tę i z powrotem kursowały psy szczekające histerycznie. Od czasu do czasu któryś z mężczyzn wrzeszczał coś dziko i to też, jak wściekłe ujadanie psa, niosło się ponad doliną i dawało się słyszeć na tle niskiego i przerażającego dźwięku, który wydawał się dobiegać nie od strony mnóstwa kopyt, lecz ze środka świata, ponad porykiwaniem stada.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ten hałas był tak odległy od wzgórz, że jedynie potęgował i wydelikatniał cudowną ciszę, w której trwało niebo i ziemia. Ze wzgórza widok był tak samo spokojnie przytłumiony, jak stłumiony był dźwięk. Stado było dosłownie ukryte we wznoszonym przez siebie tumanie i jako tako rozpoznać je można było tylko po rogach wyglądających jak kolce, przebijających przez tę płaską, rozświetloną słońcem chmurę kurzu. W jednym miejscu powiew wiatru odsłonił podskakującą tkaninę wielu grzbietów, lecz tylko na bliskim skraju masy poszczególne zwierzęta bywały widoczne – małe w kędzierzawej tkaninie, idące szybko, potykające się i podnoszące, potrząsające rogatymi głowami lub rozdziawiające swe pyski w niebo w krzyku, który docierał do wzgórz dawno po zamknięciu się szczęk.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Z miejsca, z którego patrzyła, matka nie mogła żadnego rozpoznać. Wiedziała, że wśród nich musi być jej syn – nie widziała go od którejś z poprzednich wiosen i nie zobaczy go już nigdy. Z zadumy wyrwał ją krzyk młodych: &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Dokąd one idą?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Spojrzała w ich niewiedzące oczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Daleko – odrzekła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Dokąd? – domagały się wszystkie. – Dokąd, dokąd? – zaryczał jej syn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Matka zastanawiała się co odpowiedzieć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- W daleką podróż.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Lecz dokąd? – krzyknęły znowu. – Tak, dokąd? - powtórzył za nimi jej syn i widoczne było, że traci do niej cierpliwość, jak zawsze kiedy czuł, że stara się go zbyć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie jestem pewna – odrzekła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ich milczenie było tak zimne, że nie była w stanie zbyt długo unikać ich wzroku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Hmmm..., niezbyt pewna. Bo, widzisz – powiedziała najrozsądniej jak tylko umiała – nigdy nie widziałam tego swoimi własnymi oczami, a to przecież jest jedyny sposób, żeby się upewnić, nieprawdaż?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Patrzyły na nią. Nie widziała żadnej drogi ucieczki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Ale słyszałam o tym – rzekła ze słabą nutką wesołości, - od tych, którzy to widzieli i nie wydaje mi się, żeby był jakiś powód im nie wierzyć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Spojrzała ponad nimi znowu i to ich zainteresowanie, które miała im właśnie zaspokoić, tak zmieniło wyraz jej oczu, że odwróciły się i również spojrzały.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Stado, które dotąd posuwało się skosem w ich kierunku, zostało zawrócone tak wolno jak obroty gwiazd, których ruchu nie zauważa się zrazu i wkrótce okazało się, że idzie ono prosto w przeciwną im stronę, co sprawiło, że nawet przez ten krótki czas, gdy do nich mówiła, zmniejszyło się znacznie, a jego odgłosy też przycichły wraz z powiększającą się odległością. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- To się zawsze zdarza mniej więcej o tej porze roku – powiedziała cały czas obserwując stado wraz z nimi. – Prawie wszyscy ludzie i konie odchodzą, idąc na północ i na zachód. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Za góry – powiedział jej syn i z jego głosu wywnioskowała, jak wielki czar ma już dla niego sama ta idea.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Tak – powiedziała – za góry.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A one próbując bezskutecznie wyobrazić sobie góry, owładnięte zostały powiewem czegoś wielkiego i wspaniałego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- A potem niezadługo – ciągnęła dalej – każdy się znajdzie i zostanie doprowadzony do jednego miejsca; a potem... dzieje się to, co widzicie. Ze wszystkimi. Czasami, kiedy wiatr jest sprzyjający – dodała ciszej – można ich usłyszeć nadchodzących na długo zanim można ich zobaczyć. To początkowo nawet nie jest podobne do dźwięku. To jest bardziej jak gdyby coś szło głęboko pod ziemią. To niepokoi i czyni cię niespokojnym. Zastanawiasz się, dlaczego do licha tak ma być! Wtedy sobie przypominasz co to jest i wtedy zaczynasz naprawdę to słyszeć. A w końcu, oto wszystkie są.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zauważyła, że to wcale ich nie interesuje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Ale dokąd one idą? – zapytało jedno trochę niecierpliwie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Dochodzę już do tego – odrzekła i dała im poczekać, po czym mówiła dalej powoli i niedbale. – Idą do kolei.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;“To&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span lang="PL"&gt; – pomyślała – &lt;i&gt;za to spojrzenie, którym obrzuciliście mnie wszyscy kiedy powiedziałam, że nie jestem pewna.”&lt;/i&gt; – Czekała teraz na ich pytania, a oni czekali na wyjaśnienia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Kolej – powiedziała wreszcie – to wielkie, twarde belki metalowe leżące obok siebie, tak mi przynajmniej mówili, i one biegną daleko, daleko po ziemi, tak daleko jak oko może sięgnąć. Wielkie wagony na kołach jadą po tych metalowych belkach, a te ich koła są mniejsze niż koła od wozu, ale za to też zrobione z litego metalu. Te wagony są większe od wszystkich wozów jakie dotąd widzieliście, tak wielkie jak szopy, jak mówią, a ciągnięte są po tych metalowych belkach okropnie wielką czarną maszyną, która głośno wyje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Wielkie jak szopy? – jedna z jałówek zapytała sceptycznie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Wielkie wystarczająco w każdym razie – odrzekła matka. – Powiedziałam wam, że ja tego nigdy nie widziałam. Lecz te wagony są tak wielkie, że kilkadziesiąt NAS może się zmieścić w każdym z nich na raz. I to właśnie jest dokładnie to, co się dzieje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nagle ucichła, bo poczuła, że jakoś – właściwie nie mogła sobie wyobrazić jak – powiedziała chyba za dużo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- No właśnie, co się dzieje? – chciał wiedzieć jej syn. – Co to znaczy, dzieje się?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zawsze bardzo się starała być stosunkowo nowoczesną matką. Chyba lepiej, czuła, iść dalej niż pozostawić ich swoim własnym domysłom, wyobrażeniom i mistyfikacjom. Poza tym, w końcu nic nie ma strasznego w tym, co się dzieje... pod warunkiem, że się wie &lt;i&gt;dlaczego&lt;/i&gt;.&lt;span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Hmm... – mruknęła – to nic nadzwyczajnego doprawdy. One tylko... przecież, och... kiedy one wszystkie tam w końcu dotrą, to och, przecież czekają tam na nie te wszystkie wielkie wagony w długim szeregu i wielka, czarna maszyna jest na przedzie... dym z niej bucha, jak mówią... i... no, tak – wtedy oni wprowadzają NAS do wagonów, tyle, ile się zmieści w każdym i kiedy wszyscy już tam jesteśmy, to przecież, och...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zamilkła znowu, bo nie była pewna, dlaczego poczuła się tak nieswojo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Aha – mruknął syn – pociąg ich zabiera.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Usłyszawszy to słowo poczuła drżenie w sercu. Gdzie on to złapał – zastanawiała się obrzucając go ukradkowym i ciekawym spojrzeniem. &lt;i&gt;“Och, kochany&lt;/i&gt; – myślała &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;- &lt;i&gt;Nie powinnam była w ogóle zaczynać na ten temat.” &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Tak – powiedziała – kiedy wszyscy są już bezpiecznie w środku, oni zatrzaskują przesuwane drzwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zapanowało chwilowe milczenie, po czym jedno z nich zapytało w zamyśleniu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Czy oni ich zabierają gdzieś, gdzie oni nie chcą jechać?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Och, nie wydaje mi się – powiedziała matka. – Myślę, że to jest bardzo przyjemne.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Ja chcę jechać – usłyszała żarliwy głos swego syna. – Chcę jechać teraz, od razu. Czy mogę, mamo? Czy mogę? Proszę...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Patrząc w jego oczy ogarnął ją smutek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Durniu – powiedziała – będziesz miał na to wystarczająco dużo czasu jak dorośniesz. Lecz mam nadzieję, że zamiast być wybranym do pójścia za góry i udania się w długą podróż, wyrośniesz na bardzo silnego i dobrze prezentującego się byka, aby oni postanowili cię zostawić tu, w domu, razem z twoją matką. I wy też – dodała, zwracając się do pozostałych, małych byczków, ale nie mogła szczerze życzyć tego każdemu za wyjątkiem swoich własnych, a przynajmniej tych najstarszych, najmocniejszych i najdumniejszych, bo wiedziała jak niewiele zostaje wybranych. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nie uszło jej uwadze, że to co powiedziała nie zostało przyjęte z entuzjazmem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Ale ja chcę jechać – upierał się syn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Po co? – zapytała. – Widzę, że żadne z was nie zdaje sobie sprawy, jak wielkim zaszczytem jest być wybrany i zostać. To wielki przywilej. Przecież tylko najzwyklejsi zabierani są za góry. Tylko naprawdę dobrzy wybierani są do pozostania. Jeśli chcesz iść za góry – wyrzuciła z siebie pod wpływem nagłej inspiracji – jedynym, co potrzebujesz, to być zwyczajny, beztroski i głupi. Jeśli chcesz mieć chociaż szansę, aby być wybrany do pozostania, musisz starać się być silniejszy i większy, odważniejszy i wspanialszy niż którykolwiek inny. A to wymaga ciężkiej pracy. Każdego dnia. Zdajecie sobie sprawę? – spojrzała radośnie i z nadzieją na każdego po kolei. – Poza tym – dodała widząc, że jeszcze ich nie przekonała – mówiono mi, że życie tam jest bardzo ciężkie, a ludzie bardzo nieuprzejmi... Nie widzicie tego? – powtórzyła udając, że mówi do wszystkich, choć właściwie mówiła tylko do swojego syna. Ale on tylko na nią patrzył.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Dlaczego chcesz, żebym został w domu? – upierał się, zaś w milczeniu pozostałych czuła to samo pytanie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Bo tu jest bezpiecznie – powiedziała bez zastanowienia i zaraz zdała sobie sprawę, że nie tędy droga. – Nie, ot tak sobie, bezpiecznie – kręciła. – To znaczy... ponieważ tutaj my wiemy, co się dzieje i co ma się zdarzyć, i nigdy nie ma co do tego żadnych wątpliwości, nigdy nie ma powodu zastanawiać się, przejmować. Nie widzicie tego? To jest przecież DOM – uśmiechnęła się do tego słowa – w którym każdy zna każdego i każdy jest szczęśliwy i zadowolony.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Byli podejrzanie cicho, patrząc na nią z ukosa – czuła, że nie są ani przekonani, ani nie przekonani. Wiedziała też, że w każdym razie jej syn na pewno nie jest przekonany, bo zadał pytanie, którego się najbardziej obawiała:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Gdzie oni jadą pociągiem?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Słysząc go wiedziała, że nie może go zbyć byle czym i że nie da się tak łatwo sprowadzić tej ciekawości i zapału, tych sceptycznych tendencji do jakichś rozsądnych granic. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nikt nie wie – rzekła i dodała takim tonem, o jakim wiedziała, że mocno nimi wstrząśnie – W każdym razie nie na pewno.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co to ma znaczyć &lt;i&gt;“nie na pewno”?&lt;/i&gt; – zaryczał jej syn, a najstarszy, największy byczek powtórzył to pytanie ochrypłym głosem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Matka specjalnie zamilkła, kiedy patrzyła na równinę, a kiedy tak trwała w ciszy, wszyscy usłyszeli po raz ostatni tych, którzy odchodzili za góry; ich ostatni wielki ryk, tak wszelako słaby jak tchnienie; nieustanne, wściekłe ujadanie psa; głęboki pomruk Ziemi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Tak – powiedziała, gdy nawet i ten dźwięk całkowicie zamilkł – był taki jeden, który wrócił. – Ich czujne, ufne oczy od razu spojrzały na nią. – Przynajmniej tak mówią – dodała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Przysunęli się bliżej do niej, bo teraz mówiła bardzo cicho.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Moja prababcia mi opowiadała – powiedziała. - A jej opowiedziała to jej prababcia, która twierdziła, że na własne oczy to widziała, chociaż, oczywiście, nie mogę za to ręczyć. Ponieważ, oczywiście, nawet nie mogło mi się to przyśnić, zaś prababcia była tak stara, tak bardzo stara, widzicie, że nie zawsze można było być pewnym czy ona wie, co mówi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Teraz, w miarę jak mówiła, zaczynała sobie to coraz lepiej przypominać i przykro jej było, że dała się wciągnąć w tę całą opowieść.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Tak – rzekła – mówi się, że był taki jeden, tylko jeden, który kiedykolwiek wrócił i opowiedział, co się działo w pociągu, dokąd pojechał pociąg i co było potem. Opowiadał to wszystko w pośpiechu, jak mówią, ostatnie rzeczy na początku i wszystko inne mieszał, ale to zostało później posortowane i doprowadzone do porządku przez tych, którzy tego słuchali i tych, którzy to potem opowiadali. A oto co mniej więcej się działo:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Mówił, że po tym jak ludzie upchali ile się tylko dało NAS w wagonie, w którym on był, tak, że ich boki ściśle przylegały i przyciskały się do siebie, a nikt nie mógł się położyć, zasunęli drzwi z trzaskiem i hukiem, a potem było nagłe szarpnięcie, tak mocne, że poprzewracaliby się, gdyby ich tak ściśle nie zapakowano i wagon zaczął się poruszać. Ale zaraz po tym, jak ruszył trochę, zatrzymał się tak samo gwałtownie, jak ruszył, więc wszyscy o mało znowu się nie poprzewracali. Widzicie, oni po prostu podpychali następny wagon, który był przyczepiony z tyłu, żeby zapakować jeszcze więcej NAS. On to wszystko widział pomiędzy deskami wagonu, ponieważ pomiędzy deskami były specjalnie szpary, żeby był przewiew.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Wagon – powiedział jej syn do siebie, aby już nigdy nie zapomnieć tego słowa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Powiedział – ciągnęła matka – że po raz pierwszy w swoim życiu bardzo się przestraszył, ale nie wiedział dlaczego. Lecz był w tamtej chwili pewien, że to było coś przerażającego, czego należało się bać. Inni też czuli ten wielki strach. Ryczeli głośno do tych, którzy byli ładowani do wagonu z tyłu, a tamci ryczeli do następnych, ale bez żadnego skutku, bo ci, którzy byli ładowani, znajdowali się w wąskim przejściu pomiędzy dwoma białymi płotami, a następnie szli pod górę po wąskim zboczu, a ludzie poszturchiwali ich jak wtedy, gdy są w złym humorze i nie było innej drogi jak tylko do wagonu. Nie było też żadnego wyjścia z wagonu – próbował się wydostać ze wszystkich sił i był najbliżej drzwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Kiedy wagon z tyłu był pełen i drzwi zostały zasunięte, pociąg znowu szarpnął i znowu stanął, a oni załadowali jeszcze więcej NAS do jeszcze jednego wagonu. I tak było dalej i dalej, aż to ruszanie i stawanie przestało przerażać; było to po prostu coś niewygodnego, co nigdy nie miało się skończyć i zaczęli sobie wtedy zdawać sprawę jak są głodni i spragnieni. Nie było jednak żadnego jedzenia i wody, musieli więc wytrzymać, a kiedy już pogodzili się z tym, że zostaną bez kolacji (bo w międzyczasie zrobiło się ciemno), usłyszeli nagłe i potworne wycie, które przestraszyło ich jeszcze bardziej niż cokolwiek poprzednio i pociąg zaczął się znowu poruszać, a kiedy naprężyli swe nogi w oczekiwaniu na następne szarpnięcie przy stawaniu, okazało się, że tym razem, zamiast stanąć, pociąg zaczął jechać coraz szybciej i szybciej, tak szybko, że ziemia w pobliżu płynęła do tyłu jak wezbrany potok i cała okolica, twierdził, zaczęła się też poruszać, zakręcając powoli dookoła odległej góry, jakby wszystko było jednym wielkim kołem. A wtedy stał się wielki niepokój w wagonie, mówił, a nawet w jego kościach. Czuł jakby wszystko w nim się waliło, jakby był wypełniony jakąś ciężką cieczą, co powodowało, że wszystko chciało płynąć w jedną stronę; i wszyscy inni pochylali się tak samo jak on od tej dziwnej ciężkości, która próbowała wyrwać ich, a następnie równie nagle ta ciężkość ustawała i o mało się nie przewracali znowu zanim udało im się jej oprzeć. Nie mógł zrozumieć co to było, ale ponieważ zdarzało się to tyle razy, przyzwyczaili się do tego, tak samo jak opatrzyło im się widzenie okolicy obracającej się powoli jak koło, jak przyzwyczaili się do długich, okrutnych wyć maszyny i do ciągłego, żelaznego hałasu pod sobą, który czynił zimną ciemność tak przerażającą, i do głodu, i pragnienia, i ciągłego stania, i do jechania dalej i dalej, i dalej, jakby nigdy się mieli nie zatrzymać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Czy zatrzymali się w końcu? – zapytało jedno.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Raz na bardzo długo – odrzekła. - Ile razy się zatrzymywali, on myślał:&lt;i&gt; “No, nareszcie! Nareszcie będziemy mogli rozprostować nasze zmęczone nogi i położyć się! Nareszcie dadzą nam jedzenia i wody!” &lt;/i&gt;Ale oni nigdy nie pozwolili im wyjść. I nigdy nie dali im jedzenia i wody. Nawet nigdy nie posprzątali spod nich. Musieli stać we własnym gnoju i sikach, które zrobili.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Dlaczego pociąg stawał? – zapytał jej syn, a ona z ponurym zadowoleniem zauważyła, że zaczynał sobie brać to wszystko do serca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- On nie mógł zrozumieć dlaczego – odrzekła. – Czasami ludzie chodzili w tę i z powrotem wzdłuż wagonów, a bardziej nerwowi i bardziej ufni z nas ryczeli do nich, ale oni tylko patrzyli wokoło i nigdy nie wydawało się, żeby coś robili. Czasami widział wiele domów i większych zabudowań razem, w których mieszkali ludzie. Czasami to było na pustym polu i po długim staniu nieruchomo słyszeli mały hałas, który szybko stawał się coraz głośniejszy, a w końcu nagle stawał się tak głośny, że zapierał im oddech w piersiach, a w tym hałasie coś czarnego przelatywało obok, bardzo blisko i tak szybko, że nie można było tego zobaczyć. I znikało tak samo nagle, jak się pojawiało, a hałas znów stawał się mały i wtedy w ciszy pociąg zaczynał jechać dalej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Raz, jak opowiadał, zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Stali nieruchomo, a obok zaczęły się powoli przesuwać jakieś inne wagony. Te wagony nie były czerwone, lecz czarne z wieloma szklanymi oknami jak w domu i mówił on, że były pełne ludzkich istot, tak samo jak wagon, w którym on był, był pełen NAS. A jeden z tych ludzi spojrzał w jego oczy i uśmiechnął się, jakby go lubił, albo jakby wiedział jak trudna jest jego podróż.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A więc, zgodnie z tym co on mówił, im też się to przydarzyło – powiedziała z pewną nutką zadowolonej mściwości. – Tylko tyle, że oni siedzieli wygodnie, a nie stali. A ten, który się uśmiechnął, coś jadł.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zamilkła próbując o czymś pomyśleć, ale niezupełnie mogła uchwycić myśl.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Czy oni im w końcu pozwolili wyjść? – zapytał jej syn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Oczywiście, że im pozwolili – obruszył się najstarszy byczek. – Przecież on wrócił, prawda? Jak mógł wrócić, gdyby nie wyszedł z wagonu?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie pozwalali im wyjść przez długi, długi czas – powiedziała matka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Jak długo?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Bardzo długo, a on był tak zmęczony, że nie był pewien jak długo. Ale powiedział, że z nocy zrobił się dzień, a z dnia noc i tak było kilka razy, zaś pociąg jechał prawie cały czas, a kiedy w końcu stanęli wcześnie rano jednego dnia, byli wszyscy tacy zmęczeni i tak zniechęceni, że już na nic nie zwracali uwagi, nie mówiąc już o jakiejś nadziei, że coś się u nich w ogóle kiedykolwiek zmieni, a wtedy, nagle przyszli ludzie, przystawili szeroki pomost i odryglowali drzwi, i odsunęli je na roścież i to był najcudowniejszy i najszczęśliwszy moment jego życia, gdy zobaczył drzwi otwarte i mógł wyjść na otwarte powietrze na swoich roztrzęsionych nogach, i pić wodę, i jeść wspaniałe, smaczne jedzenie, które na niego czekało i było warte tej całej okropnej podróży.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Teraz, kiedy te sceny zaczęły coraz wyraźniej przed nią stawać, w jej oczach zapalił się blask nieobecności, a jej głos też miał coś w sobie nieobecnego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Kiedy tak jedli i pili, ile razy podnosili głowy i rozglądali się wokoło, wszystko co zobaczyli sprawiało im radość. Nawet pociągi ich teraz cieszyły, bo już ich się nie bali. I chociaż te pociągi bez przerwy się rozłączały i łączyły na powrót, wraz z tym całym zgrzytem, zderzaniem i chamskimi wrzaskami, nie zwracali już na to wszystko zbytniej uwagi, bo byli szczęśliwi ze swojego nowego domu, zdziwieni i zachwyceni, że są wśród tysięcy obcych swego własnego rodzaju, wznosili okrzyki spokoju i dziękczynienia, będąc tak zachwyceni wszystkim, co widzieli i co było tak piękne i wspaniałe.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bo on powiedział, że teraz mieszkali pośród ogrodzeń tak białych jak kość, tak wielu i tak pogmatwanych, i tak błyszczących czystością, że mowy nawet nie ma, żeby dało się to wyrazić i przekazać komuś, kto zna tylko żałosne i małe urządzenia rancza. Za tym labiryntem płotów, przez ciemny i jasny dym snujący się bez przerwy w słońcu, przezierały ciemne budynki stojące jeden obok drugiego, tworząc ścianę tak wielką i wyniosłą jak góry. Powietrze było cały czas wypełnione brzęczeniem, podobnym temu, które się wydobywa z żelaznej szyny po uderzeniu w nią na znak dla ludzi, że czas na jedzenie i w tym całym powietrzu, cały czas była ta sama dziwna, żelazna moc, która sprawia, że cisza przed uderzeniem pioruna jest tak inna od każdej innej ciszy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Raz na małą chwilkę wiatr zmienił kierunek i powiał na nich prosto od wielkich budynków, przynosząc dziwną i bardzo silną woń, która ich zmieszała i zaniepokoiła. On nie mógł dokładnie określić tej woni, ale powiedział, że to było coś takiego, czego nigdy przedtem nie znał. To śmierdziało jak stare ognisko, powiedział, i jak stara krew i strach, i ciemność, i smutek, i jakaś najstraszliwsza, brutalna siła i jak coś jeszcze, co powodowało, że miał ochotę uciekać. Ten nagły niepokój i ta chęć ucieczki ogarnęła każdego z nich, mówił, do tego stopnia, że zrobiło się pomiędzy nimi wielkie poruszenie i nie było pomiędzy nimi spokoju jak pomiędzy zeschłymi liśćmi przeganianymi wiatrem, a w ich głosach był wielki przestrach. Ale przywódcy wśród nich doszli wkrótce do wniosku, że to musi być sposób w jaki ludzie śmierdzą, kiedy jest ich dużo mieszkających razem. Te ciemne zabudowania musiały być zatłoczone i pełne ludzi, twierdzili, prawdopodobnie wiele tysięcy ich wewnątrz, tak jak NAS na zewnątrz, trudno się było zatem dziwić, że ten ich smród był tak silny i dla naszego rodzaju tak nieprzyjemny. Poza tym, stało się teraz na wszystkie strony jasne, że ludzie nie byli tacy, jak to sobie dotąd wyobrażaliśmy, lecz robili wszystko, co tylko potrafili, aby zapewnić nam wygodę i szczęście, więc z naszej strony nie powinniśmy obruszać się na ich woń, której oni w końcu nie byli w stanie uniknąć tak samo, jak my nie mogliśmy uniknąć naszej. To bardzo możliwe, że ludzie nie lubią naszego zapachu, tak samo jak my nie lubimy ich. No więc ci przywódcy puścili to w obieg i zaraz wszyscy poczuli się lepiej i spokojniej, a kiedy zmienił się wiatr i ten ostry zapach już nie dolatywał do nich, a ich własny powrócił, oczywiście bardzo mocny w takim tłumie, ale jakże swojski i kojący, wszyscy poczuli się znowu spokojni i zadowoleni.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Byli karmieni i pojeni tak hojnie i traktowani tak dobrze, a wspaniałość i piękno tego miejsca, do którego przybyli na odpoczynek, tak daleko przewyższająca wszystko, co dotychczas widzieli i o czym dotychczas marzyli, że ci prości i ciemni, których pamięć była krótka, zaczęli powątpiewać, że cała ta trudna podróż, a nawet całe życie do teraz w ogóle kiedyś istniało. Czyż to nie były tylko cienie, mruczeli, po prostu zły sen?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nawet i ci bystrzy, którzy dobrze wiedzieli, że to wszystko zdarzyło się naprawdę, zaczynali dochodzić do wniosku, że wszystko do teraz było tak pełne bólu tylko dlatego, żeby wszystko mogło się im teraz wydawać słodsze i bardziej wspaniałe. Niektórzy ze starszych i głębiej myślących wyrażali opinie, że wszystkie te zagadki i trudy podróży zesłane im zostały jako coś w rodzaju ciężkiej próby sprawdzającej ich przydatność oraz, że było całkowicie prawidłowe i odpowiednie, żeby mogli sami sobie wypracować drogę do tak wielkiej nagrody, jak ta, poprzez cierpienie, a także poprzez cierpliwość wobec bólu, który był poza możliwością ich rozumienia; i że teraz w końcu, tym którzy przeszli wszystko dobrze, wszystkie rzeczy staną się wiadome, albowiem tajemnica cierpienia stanęła obnażona w radości. I teraz, kiedy tak spoglądali na to wszystko, co stanowiło przeszłość, wszystkie ich smutki i szaleństwa wydawały się im tak małe i tak ulotne, że od najprostszego z nich nawet do najmądrzejszego, odczuwali coś w rodzaju zabawnego politowania, jakie odczuwamy w stosunku do bardzo młodego, który z pierwszą rzeczą, jaka go urazi lub jest mu zabroniona nabiera pewności, że w całym Stworzeniu wszystko jest niesprawiedliwe i zachowuje się odpowiednio do tego przekonania, szalejąc i smucąc się jakby mu serce miało zaraz pęknąć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Spojrzała na nich z pobłażliwym uśmiechem w nadziei, że ta mała lekcja zapadnie im głęboko. Wydawali się zainteresowani, ale nieco oszołomieni. &lt;i&gt;“Hmm..., chyba mówię o wiele za wzniośle na ich rozum”&lt;/i&gt; – stwierdziła. Lecz ona sama już za głęboko weszła w swą opowieść, żeby ją teraz modyfikować. &lt;i&gt;“Niechaj będzie, co ma być&lt;/i&gt; – pomyślała &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;zniecierpliwiona nieco – &lt;i&gt;nie moja w tym głowa zresztą.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Przedtem nawet sobie za bardzo nie zdawali sprawy, że są żywi – ciągnęła dalej – a teraz nagle poczuli, że zrozumieli dlaczego są żywi. To spowodowało, że poczuli się bardzo szczęśliwi, i to były dopiero początki ich radości i zażywania swej nowo nabytej mądrości, kiedy jakiś zupełnie nowy i inny rodzaj nerwowości rozniósł się pomiędzy nimi. Zanim zdążyli się w tym połapać, zaczął się znowu ruch i zdali sobie teraz sprawę, że byli popychani, znowu przez ludzi, w kierunku jakiegoś innego miejsca i w jakimś celu, którego nie znali. Lecz podczas tych ostatnich godzin czuli się tak dobrze, że teraz nie czuli żadnego niepokoju i przechodzili coraz dalej spokojnie, ufając w nadejście nowych, jeszcze lepszych rzeczy. Powiedział nam, że nie czuł się już pędzonym, lecz prowadzonym, nawet gdy stało się jasne, że wszyscy szli w kierunku cienia rzucanego przez te wielkie zabudowania.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Prowadzony był pomiędzy ogrodzeniami, które stały coraz ciaśniej jedno obok drugiego, wśród kompanów, którzy coraz bardziej tłoczyli się i ścieśniali jeden do drugiego, i ponieważ teraz czuł ich ciepło na sobie, nie było mu nieprzyjemnie, a jego przyjemność wynikała nie z tego, że potrzebował być z innymi ze względu na strach, lecz ze względu na nową i przyjemną rozkosz bycia tak blisko, tak głęboko w swoim własnym rodzaju, że wydawało się jakoby każdy oddech i każde uderzenie serca każdego podzielane było wśród tej czeredy, i że każdy był każdym, i inni byli każdym, i każdy był wszystkimi, a wszyscy byli jednym. Przycichli i uspokojeni w tej stopionej w jedno masie, weszli w chłodny cień rzucany przez budynki i teraz z każdym krokiem smród budynków wzmacniał się, a w ciemniejącym powietrzu blask ogrodzeń był jeszcze bardziej dziwaczny.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I teraz, kiedy przyciskali się jeszcze bliżej do siebie, zobaczył przed sobą wąską bramkę i był coraz mocniej naciskany z obu boków i z tyłu, i wszedł z zapałem, i teraz był pomiędzy dwiema barierami, które były tak blisko siebie, że ocierał się o nie oboma bokami i szedł sam, widząc tylko jednego przed sobą i wiedząc o tym, który był za nim, i przez moment dziwna myśl mu przyszła do głowy, że ten przed nim to jest jego ojciec, a ten za nim jego syn, który nie był jeszcze spłodzony.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I teraz światło tak się zmieniło, że wiedział, że już musiał wejść do środka jednego z tych mrocznych i ogromnych budynków, a smród był o wiele silniejszy i taki, że wydawał się prawie palić mu nozdrza i ten smród i to ponure, nowe światło zmieszało się razem i stało się znowu czymś innym, czego nie potrafił nam opisać, za wyjątkiem tego, że, jak mówił, całe powietrze tętniło tym jak jedno niezmierzone serce i w tym biciu tego serca była czysta gwałtowność nieskończenie pomnożona przez gwałtowność, tak że niespokojne uczucie poruszyło go znowu i do tego stopnia, że pomyślał sobie, że byłoby najlepiej zawrócić i uciekać z tego miejsca tak szybko i tak daleko jak to tylko możliwe. To słyszał, jak gdyby mówił to do siebie najpełniejszym głosem, ale to dochodziło skądś z takiej głębokości i z takiej ciemności wewnątrz niego, że dosłyszeć ten swój krzyk mógł tylko jako mniej jeszcze niż szept, jako gorący i mrożący dech, i właściwie ledwo nań zwrócił uwagę, bo tyle było innych rzeczy do zauważenia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bo kiedy tak szedł w tej nagłej i zupełnej samotności, mówił nam, to cudowne przekonanie o jedności ze swoją rasą coraz mniej i mniej dla niego znaczyło, a na jego miejsce weszło coś jeszcze bardziej cudownego: zobaczył co to znaczy być sobą samym, stworzeniem oddzielonym i odrębnym od każdego innego, którym nigdy nie był i nigdy już nie będzie. Czuł to całym swoim ciężarem, kiedy tak szedł, i każdą nogą, gdy stawiał ją i przenosił na nią ciężar, i przechodził nad nią, i w każdym muskule, jak szedł, i to właśnie duma dźwigała go, unosiła i sprawiała, że czuł się wielki, i przyjemność, która go przenikała na wskroś. I kiedy tak zaczął rozkoszować się świadomością swej własnej, dokładnej jedyności na tym świecie, zaczął również pojmować (a przynajmniej tak mu się zdawało), dlaczego właśnie te płoty zostały ustawione tak blisko siebie i dlaczego właśnie on szedł między nimi samotnie. To ogarnęło go, mówił, jak odczuwanie spokojnego, chłodnego wiatru, że był nimi prowadzony w kierunku jakiejś jeszcze bardziej cudownej nagrody lub odkrycia dalej w przedzie, których nie mógł sobie oczywiście wyobrazić, ale był pewien, że jest dla niego i tylko dla niego trzymane w zapasie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I wtedy ten przed nim upadł z wielkim westchnieniem i został tak szybko zabrany z drogi, że nie musiał on nawet zmienić kroku. Ten nagły upadek i odgłos tego westchnienia przeraził go jednak i coś w środku mu powiedziało, że dobrze będzie spojrzeć w górę. I wtedy zobaczył JEGO.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ponad barierami był mały mostek przebiegający na krzyż. ON stał na tym mostku z nogami rozstawionymi tak szeroko jak tylko mógł. Miał na sobie poplamione spodnie, ale od pasa w górę był nagi i mokry jak od deszczu. Obie ręce miał wzniesione ponad głową i w tych obu rękach trzymał ogromny MŁOT. Z sapnięciem, które trudno było poczytać za głos ludzkiej istoty, i z całą swą mocą, spuścił ten MŁOT na czoło naszego przyjaciela, który na tle oślepiającego błysku usłyszał ze swojego własnego pyska początek westchnienia, a dalej była już tylko ciemność.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;“Och, dosyć! Dosyć!”&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span lang="PL"&gt; – łkała do siebie w sobie na widok ich przerażonych, młodych oczu. Jakże mogła być aż tak głupia, żeby im tyle opowiedzieć!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- No i co się stało dalej? – przeraził ją głos najstarszego byczka. Ten blask w ich oczach: czy to tylko podniecenie? Żadnej litości, żadnego strachu?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co się stało? – zapytało następnych dwoje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;“Bardzo dobrze,&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span lang="PL"&gt; – powiedziała do siebie. –&lt;i&gt; Doszłam dotąd, pójdę w takim razie dalej, do końca.”&lt;/i&gt; – Postanowiła również niczego nie łagodzić. Da im taką lekcję, której nie zapomną tak łatwo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Bardzo dobrze – sama była zaskoczona słysząc siebie mówiącą głośno te słowa. – Jak długo leżał w tej ciemności, sam nie wiedział, ale kiedy zaczął dochodzić do siebie, jedynym co wiedział był niewypowiedzianie potworny ból. Był do góry nogami i bardzo powoli kołysał się i obracał, bo wisiał zaczepiony wielkimi, strasznymi hakami za ścięgna swych pięt, i mówił nam, że uczucie było takie, jakby skóra była zrywana z niego cal po calu w całości. A kiedy oprzytomniał jeszcze trochę bardziej, okazało się, że właśnie to się działo. Noże nadcinały i odkrawały wzdłuż obu boków, pomiędzy skórą i żyjącym ciałem, następnie przyszedł moment najwspanialszej ulgi i nagle czerwone ręce złapały za jego skórę i było szarpnięcie skórą i rozrywanie tkanek, którego było tak samo strasznie słuchać jak czuć, obracanie całego ciała i biednej głowy poniżej, i znowu noże.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;To było coś tak poza czymkolwiek, co kiedykolwiek znał nienaturalnego i zaskakującego, że wisiał tam przez jeszcze kilka cięć i rwań, i rozdzierań, zanim był w stanie zebrać się w sobie, wtedy z rykiem i najwyższym wysiłkiem wszystkich swych mocy urwał się z haków i spadł, i rozwalił się na podłodze, i zrywając się na nogi, roztrącił ludzi z nożami. Przez moment byli tak zaskoczeni i tak przerażeni, że nie mogli się ruszyć. Ale zaraz zaczęli biegać szybciej niż, jak mu się zdawało, potrafili i tak samo biegali inni, którym zdarzyło się wypaść mu po drodze. Uciekał po zalanej krwią, błyszczącej podłodze, a następnie niekończącymi się korytarzami obwieszonymi krwawiącymi zwłokami naszego rodzaju i obwieszonymi krwawiącymi kawałkami zwłok, wśród zachlapanych krwią ludzi, którzy mieli w rękach zakrwawione narzędzia, i wypadł na zewnątrz, na otwarte powietrze, i przeskakiwał jedno ogrodzenie po drugim, rozpychając wielu skamieniałych obcych i rycząc na trwogę w biegu, i dalej, do kolei, i na zachód.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jak udało mu się w ogóle uciec i jak w ogóle znalazł drogę do domu, możemy tylko zgadywać. Mówi się, że tego on też nie bardzo wiedział, gdy doszedł do tej części swojej historii. Niecierpliwili go ci, którzy go o to pytali, bo miał tyle o wiele ważniejszych rzeczy do opowiedzenia, a potem był już tak wyczerpany i tak półprzytomny, że nie mógł powiedzieć niczego zbyt jasno o tym, o czym niewiele wiedział. Możemy jednak wyobrazić sobie, że musiał mieć naprawdę nieprawdopodobną siłę, bo przecież nie mógłby przeżyć MŁOTA, i że siła taka, jaką on miał – jakiej po prostu nie widzi się w dzisiejszych czasach, bo taka była tylko w dawnych czasach – jest zdolna do dokonań, o jakich nasi najsilniejsi i najodważniejsi wzdragają się nawet marzyć. Lecz w tym było coś o wiele silniejszego niż jego siła. To była sprawiedliwa furia, której nic nie mogło stanąć na drodze i która go wyprowadziła z tamtego strasznego miejsca. I był też wyższy, palący i heroiczny powód, aby go chronić po drodze i prowadzić go do domu, i trzymać w nim tchnienie życia tak długo, aby mógł ostrzec NAS. Zdołał nam tylko powiedzieć, że trzymał się kolei, ale jak to się stało, że za każdym razem wybierał właściwą z jej wielu odnóg, nie wiedział. Powiedział nam też, że od czasu do czasu rozpoznawał kształty gór i inne znaki zapamiętane podczas podróży pociągiem, które ukazywały mu się do tyłu i inaczej wyglądały, będąc trudne do zobaczenia (bo był wystarczająco sprytny, aby iść głównie nocami), ale jednak widoczne. Lecz to za mało, żeby coś udowodnić. Bo powiedział nam również, że po prostu &lt;i&gt;znał&lt;/i&gt; drogę, że nawet przez moment nie zawahał się, gdy trzeba było wybierać właściwą odnogę kolei, a nawet nie myślał o wybieraniu, i to właściwie nie znaki w krajobrazie go prowadziły, lecz tylko upewniały go w tym, czego był już pewien, i że gdziekolwiek natrafił na ludzkie istoty – a w późniejszych etapach swojej wędrówki, kiedy zaczynał już wątpić czy dożyje i zdoła nas ostrzec, i w związku z tym szedł dzień i noc – żadna z nich nie weszła mu w drogę i nie sprawiła kłopotu, lecz zatrzymywała się jak wryta z szeroko otwartymi ustami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;I bez wątpienia nie można się im dziwić. Pewna jestem, że wasze też byłyby otwarte, gdybyście go zobaczyli kiedy przybył, i cieszę się, że mnie tam wtedy nie było i nie musiałam tego widzieć, nawet chociaż mówi się, że był to największy i najbardziej doniosły dzień ze wszystkich dni, które były i mają dopiero nadejść. Bo mamy świadectwo naocznego świadka jak on wyglądał i to jest takie żywe, nawet kiedy się tego słucha. Przybył ze wschodu bardziej zataczając się niż biegnąc (bo już do tego czasu był tak wyczerpany bólem i zmęczeniem, i utratą krwi, że trudno mu się było utrzymać na nogach), a jego pięty były tak żałośnie rozdarte hakami, że jego kopyta rozdzieliły się bardziej niż normalnie, nogi uginały się z wyczerpania, a na jego roztrzaskanym czole znak MŁOTA był jak jeszcze jeden oczodół dla trzeciego oka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Przybył na łąkę, gdzie wielkie drzewa zacieniały wodę. &lt;i&gt;“Przyprowadźcie ich wszystkich!”&lt;/i&gt; – zaryczał, gdy tylko złapał oddech. &lt;i&gt;“Wszystkich!”&lt;/i&gt; Potem pił, a potem zaczął mówić do tych, którzy już tam byli, bo gdy tylko zobaczył się w wodzie, stało się dla niego jasne, tak samo jak i dla pozostałych, którzy na niego patrzyli, że nie było czasu posyłać po innych. Skóra była zerwana z jego głowy i karku, z jego przednich nóg i piersi, i z większej części jednego boku, i z mniejszej części drugiego. Oddzieliła się do tyłu od jego gołych mięśni wiatrem spowodowanym jego biegiem i teraz leżała wokół niego w kurzu jak podarte ubranie. Mówili, że nie można sobie nawet wyobrazić, jak potworna i w pewnym sensie ogromna jest gałka oczna, kiedy skóra zostanie całkowicie zdjęta wokoło. Jego oczy, które w ten sposób właśnie były obnażone, płonęły również bólem i resztkami energii życiowej, i tym desperackim postanowieniem, żeby nas ostrzec, dopóki jeszcze mógł, i przewracał tymi oczami dziko kiedy mówił, albo wwiercał się ich spojrzeniem w każdego ze słuchaczy, przerywając sam sobie krzykiem: &lt;i&gt;“Uwierzcie mi! Och, uwierzcie!”&lt;/i&gt; Bo dotąd zapewne nie przyszło mu do głowy, że mogą mu nie uwierzyć i że będzie musiał zrobić ten wielki wysiłek w dodatku do tego wszystkiego, co już zrobił dla nas, aby być wiarygodny, dlatego smutno i wściekle jęczał, i najeżdżał na nich bez żadnego taktu i litości z powodu ich powolności wierzenia. Posługiwał się, jak byście to mogli nazwać, resztkami głosu i tymi resztkami głosu wykrzykiwał, darł się, znęcał się nad nami i obrażał nas w tej swojej rozpaczliwej gorliwości. Kiedy opowiadał, krew płynęła mu z pyska, a mieszając się z lepką śliną, zwisała w dół z dolnej szczęki jak kozia broda. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Niektórzy mówią, że ze swym odartym ze skóry pyskiem i z dzikimi oczami, i z tą brodą, i ze skórą odstającą luźno od jego nagich łopatek jak porwane ubranie, wyglądał prawie jak człowiek. Lecz inni czuli, że lekceważąco było nawet tak myśleć, a jeszcze inni twierdzili, że to żaden komplement dla takiego, który przyszedł nam oznajmić takim kosztem prawdziwą rolę Człowieka. Niektórzy nawet nie mogli zrazu uwierzyć, że pochodził z naszego rancza, i oczywiście różnił się on tak bardzo od nas wyglądem i brzmieniem głosu, i był tak odmienny od tego, jak mógł kiedyś wyglądać i brzmieć, że nikt nie mógł go rozpoznać na pewno, choć niektórzy byli pewni, że go rozpoznają. Inni podejrzewali, że został on przysłany nam z tą historią w jakimś złośliwym i okrutnym celu, zaś fakt, że nie mogli sobie wyobrazić, jaki ten cel mógłby być, sprawiał naturalnie, że stawali się jeszcze bardziej podejrzliwi. Niektórym się wydawało, że był on w rzeczywistości człowiekiem, który próbował – z niewielkim powodzeniem, jak mówili – przebrać się za jednego z nas, a ponieważ, jak tamci, nie umieli sobie wyobrazić, dlaczego człowiek miałby coś takiego robić, czuli się również jeszcze bardziej niepewni. Było sporo takich, którzy wątpili, że ktoś w takim złym stanie jak on, mógł w ogóle przekazać jakieś wiarygodne informacje, a cóż dopiero mówić o radach dawanych tym cieszącym się dobrym zdrowiem. A inni szeptali, nawet wtedy, gdy mówił, że oszalał i jest oszołomem, a wielu w to uwierzyło. To nie było tylko dlatego, że jego historia była tak fantastyczna, lecz były pewne powody do przypuszczenia, jak wielu myślało, że to niezbyt prawdopodobne, aby ktoś przy zdrowych zmysłach narażał się tak dla innych. Jednakże nawet ci, którzy mu nie wierzyli, słuchali uważnie z ciekawości, aby usłyszeć tak nieprawdopodobną bajkę oraz z szacunku, który należy okazać każdemu stworzeniu, które jest już w ostatniej agonii. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Mówię wam to tylko, co on powiedział. Lecz jego cel daleko wykraczał poza samo opowiadanie. Kiedy zadawali pytania, bez względu na to jak ciekawskie lub podejrzliwe lub próżne lub głupie, on przychylał się do każdego, aby im odpowiedzieć z całą cierpliwością i z taką dokładnością szczegółów, jak pamiętał. Zapraszał ich nawet, żeby oglądali jego poranione łydki i pulsującą ranę na czole z tak bliska, jak tylko chcieli. Nawet błagał ich o to, bo wiedział, że nade wszystko muszą mu uwierzyć. Bo dopóki mu nie uwierzymy, czy będziemy mogli znaleźć jakiś powód, albo wystarczająco odwagi, żeby robić te ciężkie i straszliwe rzeczy, które – jak powiedział nam – musimy robić!?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tylko te rzeczy go obchodziły. Tylko po to wrócił.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Przypomniawszy sobie teraz jasno o jakie rzeczy chodziło, poczuła jak całe jej jestestwo cofa się i waha. Rzuciła szybko okiem na młodzież i równie szybko odwróciła oczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Kiedy mówił – podjęła swą opowieść – a nasi przodkowie słuchali, ludzie po cichu weszli między NAS, a jeden z nich go zastrzelił. Czy zrobił to z litości, czy po to, żeby go uciszyć – jest to kwestia, która była roztrząsana w nieskończoność i prawdopodobnie nigdy nie zostanie wyjaśniona. Czy umarł on od tego strzału, czy z wielkiego bólu i wyczerpania (bo jego oczy, jak mówią, szkliły się już jakiś czas zanim przyszli ludzie), nigdy nie będziemy pewni. Niektórzy przypuszczają nawet, że mógł on umrzeć z żalu i troski o NAS. Inni uważają, że miał wystarczająco dużo powodów, żeby umrzeć bez tego. Wszystkie te rzeczy poplątały się i zagubiły w dysputach tych, którzy uwielbiają teoretyzować i argumentować. Jednakże nie ma co dyskutować nad słowami umierającego, które zostały bardzo wyraźnie zapamiętane: &lt;i&gt;“Powiedzcie im! Uwierzcie!”&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co on im powiedział, żeby robili? – zapytał po chwili jej syn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Unikała jego wzroku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Istnieje wielka rozbieżność zdań na ten temat – powiedziała w końcu. – Widzisz, on był bardzo zmęczony.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zapadła cisza, milczeli.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Tak zmęczony – powiedziała – że niektórzy przypuszczali, że pod koniec, musiał naprawdę nie być przy zdrowych zmysłach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Dlaczego? - zapytał jej syn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Ponieważ był tak bardzo zmęczony i tak strasznie poturbowany. – Patrzyli na nią nieufnie. – Oraz ze względu na to, co powiedział nam, abyśmy robili.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co on powiedział nam, żebyśmy robili? – jej syn zapytał ponownie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Właściwie... - jej gardło było suche. – Rzeczy, o których myślenia nawet nie można znieść. To wszystko.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Czekali.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- No, co? – jej syn zapytał zimnym, oskarżycielskim tonem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- &lt;i&gt;“Każdy jest sobą”&lt;/i&gt; – powiedziała wstydliwie. –&lt;b&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;„Nie jest ze stada. Jest samym sobą.”&lt;/i&gt; To jedno.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co jeszcze? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- &lt;i&gt;“Nie słuchaj nikogo. Nie zależ od nikogo.”&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co jeszcze?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- &lt;i&gt;“Wyłamuj się z ogrodzeń”&lt;/i&gt; – poczuła wzruszenie i mówiła teraz mniej wstydliwie. – &lt;b&gt;&lt;i&gt;„&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;Powiedz wszystkim, wszędzie.”&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Gdzie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Wszędzie. Widzisz, on myślał, że musi być nas więcej, o wiele więcej niż jesteśmy sobie w stanie zdać sprawę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Znowu zapadła cisza.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co jeszcze? – zapytał jej syn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- &lt;i&gt;“Bo jeśli nawet kilku mnie nie posłucha, albo mi nie uwierzy, to wszyscy będziemy zdradzeni.”&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Zdradzeni?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Miał na myśli robienie tego, co ludzie chcą, abyśmy robili. Nie dla siebie samych, ani dla dobra każdego z NAS.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Byli zakłopotani.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Ponieważ, widzicie, on uważał, że nie ma innej drogi – jej głos znowu się zmienił. - &lt;i&gt;“Wszyscy, którzy prowadzeni są za góry, ładowani są do pociągów. Wszyscy, którzy są ładowani do pociągów spotykają CZŁOWIEKA Z MŁOTEM. Wszyscy, którzy zostają w domu, utrzymywani są tutaj, aby płodzić i rodzić, i wychowywać innych, aby szli za góry, oszukując i zdradzając tym samym siebie, swój rodzaj i swoje potomstwo na zawsze. Przywiedzeni zostaliśmy do tego życia tylko po to, żeby być ofiarami i nie ma dla nas innego wyjścia, jak tylko wybawić samych siebie.”&lt;/i&gt; Czy wy to rozumiecie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Widziała, że byli nadal zakłopotani i cóż się dziwić biednym dzieciom. Lecz teraz starożytne wersety brzmiały w jej pamięci strasznie i odważnie. Była z nich w pewnym sensie dumna. Dopiero teraz nabrała prawdziwej ochoty, żeby im powiedzieć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- &lt;i&gt;“Nigdy nie dajcie się wziąć”&lt;/i&gt; - zacytowała znowu. – &lt;i&gt;„Nigdy nie dajcie się nigdzie zaciągnąć. Niechaj ci, którzy mogą, zabijają Ludzi. Niechaj ci, którzy nie mogą, unikają ich.”&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Spojrzała wkoło po nich.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co jeszcze? – zapytał jej syn, a w jego głosie był teraz mężny ton.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- &lt;i&gt;“Zabijajcie roczniaki”&lt;/i&gt; – spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała bardzo łagodnie. – &lt;i&gt;„Zabijajcie cielaki”&lt;/i&gt; – zauważyła, że męstwo opuszcza jego oczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Zabijać siebie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- &lt;i&gt;“Tak długo, jak Człowiek będzie dominował nad nami”&lt;/i&gt; – potaknęła i z ponurym zdumieniem usłyszała swoje własne słowa dodając – &lt;i&gt;„Nie rodźcie dzieci.”&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Na to spojrzeli na nią od razu w taki sposób, że pokochała swe dziecko i wszystkie pozostałe jak nigdy przedtem; i powstało w niej takie żałosne i zdumiewające uniesienie, że przez moment była niczym innym jak tylko swoim własnym wewnętrznym szeptem: &lt;i&gt;“Przecież ja jestem sama jedna. A jednocześnie ze stada. Jednym i drugim na raz. Wszystko jest jednym.”&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Czy oni zrobili to, co im powiedział? – głos jej syna przywrócił ją do porządku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Czy bylibyśmy tutaj, gdyby zrobili? – zakpił najstarszy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Mówią, że niektórzy zrobili – odrzekła matka. – Niektórzy próbowali. Nie wszyscy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co ludzie im zrobili za to? – zapytał inny.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Nie wiem – powiedziała. – To było tak dawno temu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Czy ty w to wierzysz? – zapytało najstarsze cielę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Są tacy, co wierzą – powiedziała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- A ty wierzysz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Mówiono mi, że daleko, w najdzikszych kątach gór są niektórzy z NAS, na ogół bardzo starzy, którzy nigdy nie zostali wzięci. Mówi się, że spotykają się nawet dość często, aby rozmawiać i myśleć razem o bohaterstwie i terrorze dwóch wielkich Istot: Tego Który Wrócił i Człowieka Z Młotem. Nawet tu, w domu, niektórzy ze starych i niektórzy z nas staromodnych w to wierzą, a przynajmniej częściowo. Wiem, że są tacy, którzy mówią, że dziura na czole, czy coś w rodzaju cienia uderzenia Młota, jest znakiem bardzo specjalnej zdolności. I pamiętam jak prababcia śpiewała starą, pobożną piosenkę – hmmm... jak to brzmiało, chyba jakoś tak: &lt;i&gt;“Nie bądź jak bezwolne cielę, bądź wojownikiem w walce.” &lt;/i&gt;Lecz nie było takich wielu. Już nie ma żadnego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Czy ty w to wierzysz? – naciskał najstarszy i teraz została tknięta spostrzeżeniem, że każde z nich, od najstarszego do najmłodszego bardzo potrzebowało się co do tego upewnić.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Oczywiście nie, głuptasie – powiedziała i od razu owładnęła nią jakaś niezrozumiała wstydliwość, bo dotarło do niej, że z biegiem czasu ten młody byczek może być do niej doprowadzony. – To jest tylko taka stara, bardzo stara legenda – i z miękkim, słabym uśmiechem dodała lekko – stosujemy ją do straszenia dzieci.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tymczasem światło zaczęło padać długimi smugami na równinę, a stado było już tylko złotą mgiełką na horyzoncie. Parował za nim nawóz i kurz delikatnie opadał na stratowaną ziemię. Patrzyła w dal przez chwilę zastanawiając się. Coś – to było jak zapomniane słowo na końcu języka. Poczuła nagły chłód późnego popołudnia i zastanawiała się nad czym się zastanawia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Chodźcie dzieci – powiedziała raźnie – czas na kolację. – I poszła w drugą stronę, a one za nią.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="PL"&gt;“Najgorsze w tym wszystkim”&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span lang="PL"&gt; – jej syn myślał, - &lt;i&gt;“że nigdy nie można jej zaufać. Gdy mówi, że tak było, prawdopodobnie tylko próbuje cię zwieść. Jeśli mówi, że tak nie było, to prawdopodobnie właśnie tak było. Lecz nigdy nie możesz być pewien. Nie będziesz, dopóki się sam nie przekonasz. A ja pójdę”&lt;/i&gt; – powiedział sobie. – &lt;i&gt;„Nie obchodzi mnie, co ona chce. A jeżeli nie jest tak, dlaczego mam w takim razie mieszkać w górach, i nie przejść tej wielkiej podróży, aby&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;przekonać się co to jest. A jeśli to, co powiedziała jest prawdą, JA przecież wiem już o tym zawczasu i tym, którego JA dostanę, będzie Człowiek Z Młotem. JA usunę Jego i Jego Młot z drogi na zawsze, a to uczyni MNIE jeszcze większym bohaterem od Tego Który Wrócił.”&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tak więc, gdy jego mama spoglądała na niego z troską, on niezupełnie śmiąc zadać jej pytanie, posłał jej swój najczulszy uśmiech i potarł swoją głową jej głowę, a ona została pocieszona.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Najmniejsze i najmłodsze z nich wykonywało podwójne skoki, żeby za nią nadążyć. Teraz, kiedy już nie musiałoby jej przerywać i żadne ze starszych i większych go nie usłyszy i nie będzie sobie z niego robić żartów, wstydliwie wyszeptało swoje pytanie, tak ciepło, wilgotno i łaskotliwie, że poczuła je jakby polizało jej ucho.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Czego chcesz, kochanie? – zapytała pochylając się.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;- Co to jest pociąg?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Przetłumaczył PL&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-2727924041735478464?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/2727924041735478464/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/08/bajeczka-mamusi-james-agee.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/2727924041735478464'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/2727924041735478464'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/08/bajeczka-mamusi-james-agee.html' title='BAJECZKA MAMUSI - JAMES AGEE'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-333178357836281790</id><published>2011-07-08T03:59:00.000-07:00</published><updated>2011-07-08T04:21:27.390-07:00</updated><title type='text'>ŚW. FRANCISZEK DYSKUTUJE Z BOGIEM NA TEMAT WSPÓŁCZESNYCH OGRODÓW</title><content type='html'>&lt;div align="center" class="BodyZP" style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="apple-style-span"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL" style="color: black;"&gt;Suburbani&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;b&gt;ci*&lt;/b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg rzekł: &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Franciszku, znasz się dobrze na przyrodzie i ogrodach. Co się u licha wyprawia na tej planecie, tam na dole? Co się stało z mleczami, fiołkami, makami, chabrami i innymi ziołami, które posiałem eony temu? Miałem doskonały plan samorosnących ogrodów nie wymagających opieki. Te rośliny rosną na każdej glebie, dają sobie radę z suszą i rozmnażają się w wielkiej obfitości. Nektar wytwarzany przez ich ciągle kwitnące kwiaty przyciąga motyle, pszczoły i stada ptaków. Myślałem, że do tej pory powstanie wielki, kolorowy ogród, a tu widzę tylko zielone prostokąty.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Franciszek:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;To plemiona, które tam mieszkają, Panie, Suburbanici. Zaczęli nazywać twoje kwiaty „chwastami”, zabijają je i zastępują je trawą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Trawą? Przecież trawa jest taka monotonna. Nie jest kolorowa. Nie przyciąga motyli, ptaków i pszczół, a tylko glizdy i robaki. Jest wrażliwa na zmiany temperatury. Czyżby naprawdę ci Suburbanici chcieli, aby tylko trawa tam rosła?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Franciszek:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Widocznie tak, Panie. Oni bardzo się starają, żeby trawa rosła i cały czas była zielona. Każdej wiosny zaczynają od nawożenia trawy i trucia każdej innej rośliny, która wyrasta w trawie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Wiosenne deszcze i ciepło powodują, że trawa rośnie bardzo szybko. To zapewne musi Suburbanitów uszczęśliwiać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Franciszek:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Widocznie nie, Panie. Bo gdy tylko trawa troszkę podrośnie, ścinają ją czasami dwa razy w tygodniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ścinają ją? Czy robią z niej siano?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Franciszek:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Niezupełnie, Panie. Większość trawy się grabi i upycha plastikowych workach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Upychają w workach? Po co? Co to warte? Czy oni to sprzedają?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Franciszek:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nie, Panie, akurat odwrotnie. Oni płacą za jej wywózkę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Poczekaj no, postawmy sprawę jasno. Nawożą trawę, żeby rosła, a potem jak wyrośnie, ścinają ją i płacą komuś, żeby ją wyrzucił?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Franciszek:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tak, Panie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ci Suburbanici muszą oddychać z ulgą w lecie, gdy my tutaj zatrzymujemy deszcze i sprowadzamy gorąco. To na pewno powstrzymuje wzrost trawy i oszczędza im mnóstwo roboty.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Franciszek:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nie uwierzysz, Panie. Kiedy trawa przestaje szybko rosnąć, biorą węże ogrodowe i podlewają, płacąc za wodę, aby trawa mogła dalej rosnąć i żeby można ją było kosić, a następnie płacić za jej wywózkę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Cóż za głupota! Ale przynajmniej mają jakieś drzewa. To był genialny pomysł, muszę się pochwalić. Drzewa mają liście na wiosnę, żeby zapewnić piękno i cień w lecie. Na jesieni liście spadają na ziemię i tworzą naturalną warstwę, aby utrzymywać wilgoć w glebie i chronić drzewa i krzewy. To jest naturalny cykl życia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Franciszek:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Może lepiej, żebyś sobie usiadł, Panie. Suburbanici wytyczyli nowy cykl. Gdy tylko liście opadną, zgrabiają je w duże sterty i płacą za ich wywiezienie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Oh, nie! Co w takim razie robią, aby ochronić korzenie drzew i krzewów w zimie oraz utrzymywać glebę wilgotną i luźną?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Franciszek:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Po wyrzuceniu liści jadą i kupują coś, co nazywają mierzwą. Przywożą to do domu i rozrzucają w miejscu opadłych liści.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;A skąd się bierze ta mierzwa?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Franciszek:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ścina się drzewa, miele je na wiórki i uzyskuje się mierzwę. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dosyć! Nie chcę o tym więcej myśleć. Święta Katarzyno, jesteś odpowiedzialna za sztukę. Jaki film przygotowałaś dla nas dziś wieczorem?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Św. Katarzyna:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;„Głupi i jeszcze głupszy”, Panie. To jest opowieść o...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Bóg:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="BodyZP"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Nie zawracajmy sobie głowy. Wydaje mi się, że usłyszałem już całą historię od św. Franciszka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL"&gt;------------------------&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL"&gt;*Suburbanici - spolszczona nazwa klasy średniej (middle class) zachodniego społeczeństwa, zamieszkująca "suburby", czyli dzielnice rozprzestrzenione wokół "city".&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-333178357836281790?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/333178357836281790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/07/sw-franciszek-dyskutuje-z-bogiem-na.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/333178357836281790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/333178357836281790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/07/sw-franciszek-dyskutuje-z-bogiem-na.html' title='ŚW. FRANCISZEK DYSKUTUJE Z BOGIEM NA TEMAT WSPÓŁCZESNYCH OGRODÓW'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-5984939675614405598</id><published>2011-05-10T20:26:00.000-07:00</published><updated>2011-05-10T20:39:20.098-07:00</updated><title type='text'>Mistycyzm, mistyczna gnoza, filozofia perenialna</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #0c343d;"&gt;&lt;b&gt;ZA KILKA DNI NA KANALE YOU TUBY STUDIA "ZA PRÓG" ZACZNĄ SIĘ POJAWIAĆ ODCINKI NOWEGO CYKLU PT. "MISTYCYZM".&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;Warto się więc zapoznać z poniższym tekstem, który jest pierwszym rozdziałem książki Piotra Listkiewicza "Tao - droga i sposób życia". Został on również opublikowany w Wikipedii pod hasłem "Mistycyzm".&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszej dobie słowo „mistycyzm” ma prawie tyle znaczeń, ilu jest ludzi poruszających duchowe tematy i jest zazwyczaj niewłaściwie interpretowane i rozumiane. Częściowo powodem są oficjalne źródła, do których można zaliczyć większość słowników i encyklopedii, powielających definicje tworzone i z biegiem czasu modyfikowane, odzwierciedlające utarte nastawienia i trendy w stosunku do spraw ogólnie podciąganych pod duchowość lub czasami pod tzw. metafizykę. Jest to zjawisko powszechne, a definicje na ogół ukazują to, co wiedzą na temat mistycyzmu i jak go interpretują autorytety nauk materialnych, czyli ludzie, którzy z reguły nie wierzą w żadną inną rzeczywistość poza rzeczywistością fizycznie namacalną. Zagadnienia związane z mistycyzmem i duchowością są z natury metafizyczne, więc zajmowanie się nimi jest dla nich krępujące. Zbyt mało wiedząc i nie dowierzając tworzą często sprzeczne i pozbawione logiki definicje. A przecież to takie proste – wystarczyłoby zapytać jakiegoś mistyka, tzn. kogoś, kto wie, co praktykuje. Jednakże mistycy raczej nie mają możliwości redagowania encyklopedii i słowników, bo z punktu widzenia nauk materialnych wiedza mistyczna w ogóle nie istnieje, zaś mistycy, wierząc w chimerę, nie mieszczą się w ciasnych ramach standardów świata naukowego i nie zasługują na miano autorytetu. Kółko się zamyka, bo jakże można serio definiować coś, czego nie ma?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomina to historię pewnego projektu urbanistycznego w pewnym mieście w tzw. „minionym okresie”. Grupa architektów zjawiła się na audiencji u lokalnego kacyka; gdy rozwinęli rulony rysunków, towarzysz sekretarz puknął palcem w jeden z obiektów i zapytał: Co to jest? Góra – odrzekł jeden z architektów. A to co? – zapytał sekretarz. Jezioro – powiedział drugi. Tak nie może być, towarzysze – autorytatywnie zawyrokował sekretarz – jezioro zasypać, górę przestawić tam, a na jej miejscu wykopać jezioro. Bo nie zatwierdzę osiedla i nie dostaniecie pieniędzy. Podobna sytuacja występuje w przypadku definicji – na temat mistycyzmu wypowiadają się ludzie, którzy nie tylko nie mają o nim pojęcia, ale traktują „mistykę” z przymrużeniem oka jako coś z pogranicza filozofii i religii, albo w ogóle jako czystą fikcję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te kilka słów mimowolnej krytyki na początku jest uzasadnione, bo niepoważne traktowanie mistycyzmu powoduje różnego rodzaju żenujące qui pro quo. Na przykład mistykami nazywa się niektórych współczesnych poetów, pisarzy, kompozytorów i malarzy, których sztuka im bardziej jest mętna, dziwaczna, wydumana i niezrozumiała, tym bardziej według krytyków i koneserów mistyczna. Jeden z polskich liczących się filozofów nazwał pewnego francuskiego playboya i homoseksualistę „wielkim mistykiem”, zaś inny filozof i tłumacz całą szkołę platońską podciągnął pod coś w rodzaju gejowskiego klubu, a „miłość platoniczną” zinterpretował jako uczucia występujące pomiędzy osobnikami tej samej płci, dotkliwie skrzywiając pojmowanie platonizmu od kilku pokoleń. Naturalnie prawdziwy mistycyzm nie ma z tym nic wspólnego, zaś różnego rodzaju seksualne dewiacje nie tylko nie są popierane, ale surowo zabronione jako coś przeczącego prawom Natury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kosmologicznego punktu widzenia mistycyzm uważa miłość za naczelną moc wszechświata – ba, za manifestację samego Boga. Miłość jest biblijnym Słowem, chińskim Tao, sanskryckim Shabdem, muzułmańską Kalmą – czyli Twórczą Mocą, która tworzy, utrzymuje i niszczy (przetwarza). Jest życiem wszystkich istot oraz energią napędzającą materię nieożywioną. Jest integrującą, scalającą wszystko Mocą, bez której wszechświat przestałby istnieć w ułamku sekundy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ziemska odmiana miłości została dana człowiekowi i wszystkim żywym istotom w celu pomnażania gatunków. Jest to również twórcza moc, a jej przejawami są: pociąg płciowy, macierzyństwo i ojcostwo, uczucia rodzinne i opiekuńcze, przywiązanie trzymające razem rodzinę, współczucie, itp. Nawet jednak i ta najniższa forma miłości, jaką jest seks, według mistycyzmu nie jest do zabawy. Jest to święty akt, który zapoczątkowuje nową postać materialną, przygotowując mieszkanie i pojazd dla oczekującej na wcielenie duszy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wśród nieporozumień encyklopedyczno-słownikowych oraz pseudonaukowych dywagacji, czym mistycyzm jest, a czym nie jest, nieco zaskakuje oparta na właściwie zinterpretowanym źródłosłowie, zbliżona do prawdy i w miarę obiektywna definicja, którą znajdujemy w rodzimym Słowniku wyrazów obcych Władysława Kopalińskiego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Mistycyzm to stanowisko religijno-filozoficzne, uznające możliwości bezpośredniego kontaktu wierzącego z Bogiem, duszy ludzkiej z absolutem i dążące do mistycznego, tajemnego zjednoczenia z bóstwem. Mistyk – wyznawca mistycyzmu. Mistyka – vide mistycyzm; (z greckiego mystikos - tajemny, od mystes – wtajemniczony); por. „misterium”.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powyższe zdanie niewiele więcej mówi niż to, że mistycyzm uznaje możliwość bezpośredniego kontaktu człowieka z Bogiem oraz zjednoczenia się z Nim w jakiś sposób. Choć w porównaniu do innych definicji słownikowych jest to i tak bardzo dużo, to jednak niewiele ono wyjaśnia, ponieważ – bądźmy sprawiedliwi – nie jest w stanie w adekwatny sposób ukazać czegoś, czego nie da się ani sformułować, ani przedstawić w żaden inny znany sposób. Mistycyzmu nie można określić rozumowo i zawrzeć w ramach naukowej definicji, bo mistyk prowadzi swojego ucznia do jego własnego laboratorium, gdzie za pomocą mistycznych metod sam dla siebie dokonuje osobistych badań i bezpośrednio doznaje wewnętrznych zdarzeń i odczuć, których nie da się ani opowiedzieć, ani opisać. Są one po prostu ponad możliwością pojmowania ludzkiego umysłu, ponieważ ich odbiór odbywa się w innej sferze egzystencji, na innym poziomie świadomości, przy pomocy intuicji, czyli o wiele wyższego „zmysłu”, będącego funkcją duszy, a nie umysłu i ciała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praktyki zalecane przez mistycyzm w czasach antyku znane były jako „misteria”, czyli coś tajemnego, uprawianego w sekrecie. Chociaż polegały one głównie na specjalnej medytacji uprawianej w samotności, nieorientujący się w szczegółach profani podejrzewali, że „mystowie” odprawiają jakieś okultystyczne, magiczne rytuały. Stąd częste pomówienia o konszachty z diabłem i prześladowania. W późniejszych czasach, gdy mistyczna gnoza poszła w zapomnienie, prawdziwe mistyczne misteria stopniowo zaczęły przybierać formę różnych obrzędów i guseł, tak w ramach zorganizowanej religii, jak i poza nią. Tymczasem prawdziwy mistycyzm nie uznaje żadnych zewnętrznych form uprawiania wiary, czyli rytuałów, sakramentów i ceremonii. Jest przeciwny jakimkolwiek kultom, czy to dawno zmarłych świętych, czy osób aktualnie żyjących, obrazów, figur i innych idoli. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu, jak widać z poniższej definicji, z czasem misteria uległy jeszcze jednej metamorfozie, stając się przedstawieniami o treści religijnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Misterium – pisze Kopaliński – to średniowieczny utwór dramatyczny o treści biblijnej, zwłaszcza pasyjnej. (z łacińskiego mysterium – „tajemnica”; z greckiego mysterion, od myein – zamykać [oczy albo usta]; łac i gr. l. mn. mysteria – kulty religijne dostępne dla wtajemniczonych, tzw. mystów).&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe, śledzenie źródłosłowu ukazuje, że termin wywodzi się od greckiego czasownika „myein” – zamykać, zaś praktyka medytacji polega właśnie na odcięciu się od zewnętrznego świata poprzez zamknięcie dziewięciu bram prowadzących na zewnątrz ciała (oczu, uszu, nozdrzy, ust i dwóch dolnych ujść), a otworzenie dziesiątej bramy, która prowadzi do wewnątrz. To niezmiernie ciekawe i ważne z mistycznego punktu widzenia zagadnienie omawiają wszystkie pisma mistyczne Wschodu, dzieła gnostyckie i manichejskie oraz chrześcijańskie pisma apokryficzne z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Tą dziesiątą bramą jest trzecie oko, którego otwarcie może nastąpić jedynie po zamknięciu wspomnianych dziewięciu bram, ponieważ dopiero wtedy świadomość ma możliwość właściwego, kompletnego skupienia się i przedostania do wewnętrznych światów, rozpoczynając w ten sposób mistyczną podróż do Boga. A zatem, w rozumieniu ezoterycznym jest to coś w rodzaju „zoomowania”, przyciągania siebie do swojego własnego wnętrza – skierowywanie uwagi (świadomości w stanie czuwania), do wewnątrz. Proces ten zazwyczaj utożsamia się z „wchodzeniem w siebie”, czyli z czymś w rodzaju „zapadania się w głąb”, a kiedy indziej z wznoszeniem się, „wychodzeniem z siebie”, czyli wydobyciem się duszy z ciała. Wbrew pozorom oba doznania są autentyczne, a różnica polega na odmienności odczuwania w różnych stanach skupienia świadomości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistycyzm jest również nazywany mistyczną gnozą lub po prostu gnozą. A oto, co czytamy u Kopalińskiego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gnoza – wiedza tajemna, dostępna tylko wybranym; wiara oświecona; sposób myślenia, łączący interpretacyjnie rozum z wiarą; od gr. gnσsis – wiedza, gnσseōs – poznanie, gnσskein – wiedzieć.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Termin „gnoza” jest zazwyczaj stosowany do określenia jakiejś ważnej wiedzy lub przekazu, który w niezmienionym stanie jest przez niezliczone pokolenia podawany z ust do ust przez kolejnych wtajemniczonych. Często się zdarza, że ci wtajemniczeni sami nie wiedzą i nie rozumieją, co powtarzają, ale są związani przysięgą i nie wolno im niczego zmienić. Zadanie jest niezmiernie odpowiedzialne, a za najmniejsze zmiany w tonie głosu, w wymowie poszczególnych słów albo pomyłkę w kolorze i kształcie litery lub ideogramu, groziła kiedyś kara śmierci. W odróżnieniu od ludzi powtarzających bezmyślnie ustny przekaz oraz skrybów robiących to samo czarno na białym najczęściej bez głębszego pojmowania treści, mistycy przekazują nie wiedzę książkową, lecz mądrość, której doznali za pomocą bezpośrednich przeżyć mistycznych w wewnętrznych światach. Są to zawsze te same nauki, ponieważ pochodząc z tego samego źródła nie są skrzywione działalnością ludzkiego umysłu. Nauki mistyczne są constans – niezmienne i stałe – i, jak powiedział Jezus, żadna jota ani kreska nie może być w nich przekręcona. To są nauki naprawdę „objawione”  i tylko przekazywane przez prawdziwych mistyków mogą służyć za wzorzec w każdych czasach i w każdej cywilizacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo trudno zdefiniować mistycyzm, bo nie posiadając żadnych punktów odniesienia w naszej materialnej rzeczywistości, nie daje się on do końca określić. Wbrew różnym definicjom mistycyzm nie jest jeszcze jednym kierunkiem filozoficznym, choć zawiera w sobie elementy filozofii; nie jest jeszcze jedną religią, choć mówi o Bogu i praktykach duchowych, które prowadzą do Niego; nie jest odłamem lub sektą którejś z nich, choć jest do każdej podobny; nie jest również kultem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistycyzm jest konkretną nauką, która mówi o jednym Bogu oraz uczy praktycznej metody wykorzystania potencjału własnej duszy w celu osobistego poznania Boga i ponownego połączenia się z Nim. Praktyki mistyczne polegają na duchowym skupieniu, które prowadzi człowieka poza zmysły i umysł, wprowadza w stan nadświadomego, ekstatycznego uniesienia, w coś w rodzaju nurtu lub „ciągu”, w jednej chwili obdarzającego go transcendentną wiedzą na temat absolutnej Rzeczywistości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wejrzenie mistyczne dociera do subtelnych dziedzin ducha, odkrywa prawdziwą głębię realności własnej istoty człowieka i zdziera zasłonę z tajemnic wszechświata. Jest ono lotem duszy w niezwykłe regiony czystej duchowości, gdzie z najgłębszego jądra Istnienia wypromieniowuje ukryte światło prawdy. Jest transcendentnym przeżyciem człowieka w stanie boskiej ekstazy, jest bezpośrednią duchową intuicją wymykającą się intelektowi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praktykowanie ścieżki mistycznej umożliwia wewnętrznej jaźni człowieka słyszenie tajemnej muzyki, która napływa z głębokich zakamarków Istnienia; widzenie tajemnego światła, emanującego z łona Najwyższego; doznawanie tajemnego natchnienia, które ma swe źródło w fontannie życia. Lecz ani intelekt nie jest w stanie pojąć tego natchnienia, ani oko nie może zobaczyć tego światła, a ucho nie jest w stanie usłyszeć tej muzyki. Jedynie w momencie duchowego upojenia i ekstazy boskiego oświecenia transcendentna miłość może wynieść nagą, wolną od wszelkich nawarstwień i naleciałości duszę na duchowe wyżyny najwyższych sfer; jedynie zachwycona transcendentną wiedzą dusza ogarnia uniwersalne, wieczne Jedno – absolutne, realne, prawdziwe, błogie źródło wszystkiego istnienia; zdrój, z którego wytryskuje całe życie i światło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego intuicja mistyczna sięga ponad procesy myślowe i wyobraźnię pozostawiając daleko za sobą wszelkie definicje i opisy. Tego, co można praktycznie zdobyć przy jej pomocy nie da się opisać, bo żaden język tego nie wypowie, słowa nie są w stanie tego przekazać, żaden dialekt tego nie odda. Odkrywa przed człowiekiem nieopisywalną Rzeczywistość poza wszelkimi rzeczywistościami, niewypowiedzianą Prawdę poza wszelkimi prawdami. Co najważniejsze zaś – tę Rzeczywistość i tę Prawdę można samemu osiągnąć i udowodnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistycyzm istnieje tak długo, jak istnieje ludzkość i występuje wszędzie tam, gdzie żyją ludzie. Jest przeznaczony wyłącznie dla ludzi, bo tylko człowiek jest istotą świadomą, zdolną do doświadczania transcendentnych wydarzeń w sferze świadomości. Mistycyzm jest nauką, której zasady wprowadza się w swoje własne życie, którą się żyje, a nie filozofią lub doktryną wymagającą ciągłych argumentacji i dyskusji. Najprościej mówiąc, praktykowanie mistycznej ścieżki prowadzi do ekspansji, do poszerzenia normalnej świadomości, do przebudzenia ukrytego potencjału do takiego stopnia, że ujawnia się wewnętrzne zrozumienie wykraczające daleko ponad normalne ludzkie rozumowanie. Ci, którzy mają szczęście doznawać takich przeżyć, odczuwają również wewnętrzną radość i ekstazę, niewypowiedzianą błogość, która wynosi ich wewnętrznie bliżej Boga. Punktem kulminacyjnym takiej ekstazy jest zjednoczenie z Bogiem wewnątrz siebie, w sobie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy, kto kiedykolwiek doznał przeżycia mistycznego na wyższym poziomie świadomości twierdzi, że było ono jedynie mgnieniem wyższej rzeczywistości. W świecie fizycznym upływa zaledwie kilkadziesiąt lub kilkaset sekund, a mimo to człowiek w jakiś sposób instynktownie, podświadomie dowiaduje się i wie, że poza tym, co wewnętrznie zobaczył, usłyszał i przeżył jest jeszcze o wiele więcej i o wiele dalej. Ludzie zupełnie niewierzący w jednej chwili zdobywają niezachwianą wiarę, zaś panicznie bojący się śmierci pozbywają się strachu. Sceptycy i materialiści przekonują się, że po tak zwanej „śmierci” życie toczy się dalej bez potrzeby posiadania ciała, bez zmartwień i bólu. Nauki materialne nie wierzą w doznania mistyczne, utożsamiając je z uszkodzeniami lub niedowładem mózgu, z zaburzeniami psychiczno-mentalnymi lub z halucynacjami powstałymi bądź pod wpływem narkotyków, bądź fanatyzmu i histerii religijnej. Jednakże uczeni mają raczej słabe pojęcie na ten temat, bo sami nie studiują tych kwestii, zazwyczaj polegając na eksperymentach i opiniach innych ludzi. Bowiem gdyby osobiście porozmawiali z tymi, którym nie tylko przytrafiają się prawdziwe doznania mistyczne, ale którzy potrafią je wywoływać, wychodzić im naprzeciw i mają nad nimi pełną kontrolę, okazałoby się, że są to ludzie zrównoważeni, zdyscyplinowani, swobodnie władający swoim umysłem i emocjami, czyli mają jak najbardziej pozytywne cechy raczej rzadko spotykane wśród ludzi. Okazałoby się, że wbrew pozorom nie są fanatykami, nie szukają rozgłosu i nie poddają się emocjom, ponieważ niekontrolowane emocje i bujna wyobraźnia przeszkadzają duszy w wewnętrznej koncentracji świadomości, co sprawia, że prawdziwe doznania mistyczne nie są możliwe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żadna teoria teologiczna lub filozoficzna nie jest w stanie zastąpić doznania mistycznego, ponieważ jest ono praktycznie namacalne, chociaż odbywa się na wyższym, ponadfizycznym i ponadzmysłowym poziomie świadomości. Jest ono tak samo konkretne i realne na tamtym poziomie, jak wydarzenia fizyczne odbywające się w świecie materialnym. Dla kogoś, kto potrafi świadomie, zgodnie z wolą i w pełni świadomości wyjść ponad poziom fizyczny, rzeczywistość tamtych światów jest o wiele bardziej realna od rzeczywistości doświadczanej tutaj, na co dzień. W samej rzeczy, patrząc z tamtego pułapu, ten świat wydaje mu się iluzją, jednym wielkim, często koszmarnym snem. Dlatego wielu ludzi, którzy doznali wydarzeń w tamtej sferze, nie chciało wracać na ten poziom. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można się czasem spotkać z błędną opinią, że mistycyzm rodzi się w ramach jakiejś religii – stąd takie terminy jak „mistyk chrześcijański” lub „mistyk islamski”. U niektórych, zwłaszcza anglojęzycznych autorów, może to być jedynie skrót myślowy, jednakże w większości przypadków błąd ten rodzi się z niewłaściwie pojmowanego terminu „mistycyzm”. Powstaje wiele nieporozumień, które doprowadzają do dzielenia mistycyzmu na chrześcijański, islamski, judejski, sikhijski, a nawet mistycyzm wschodni i zachodni, dawny i współczesny, tradycyjny i zmodernizowany itd. Tymczasem mistycyzm jest jeden, ponadczasowy, niezależny od wpływów religijnych i kulturowych. Prawdziwym mistykiem jest ten, który naucza odwiecznych, niezmiennych nauk mistycznych w takim samym jak zawsze, od wieków niezmienionym stanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedynym usprawiedliwionym podziałem jest podział na mistycyzm prawdziwy i fałszywy. Jak je odróżnić od siebie? Dla laika nie jest to proste, bo czasami fałszywy mistycyzm jest tak atrakcyjny i pociągający, że poszukujący ścieżki duchowej nie stara się sprawdzać i nie zauważa różnych podejrzanych lub przemilczanych aspektów – słucha entuzjastycznie nastawionych wyznawców lub naganiaczy, zamiast głosu rozsądku. Fałszywy mistycyzm bywa niezmiernie łagodny, zasady są jakby zaokrąglone i polukrowane, cechuje się przesadną tolerancją i często zaskakującą swobodą obyczajów. Prawdziwy mistycyzm stawia „kawę na ławę”, nie owija niczego w bawełnę, ponieważ prawdziwi mistycy nie troszczą się o liczebność grona uczniów, lecz o jego jakość. W prawdziwym mistycyzmie nakazy i zakazy istnieją tylko tam, gdzie to naprawdę konieczne i korzystne dla duchowego rozwoju jednostek. Nie jest ich wiele, a ich celem jest wprowadzenie świadomej dyscypliny w życie człowieka praktykującego ścieżkę duchową. Choć korzyści wynikające z jej przestrzegania są bardziej niż oczywiste, mistycy radzą poszukiwaczom, żeby dobrze się zapoznali z zasadami ścieżki, zanim zdecydują się na jej praktykowanie. Jeśli te zasady do kogoś nie przemawiają lub mu nie pasują, nie musi przecież wstępować na ścieżkę. Lecz gdy już wstąpi i zostanie zainicjowany, stają się one dla niego obowiązkiem. W końcu każda gra ma swoje reguły. Nawet jednak i wtedy nikt go nie zmusza i te obowiązki są całkowicie dobrowolne, bo tylko wtedy ich spełnianie ma wartość i przynosi korzyści. Jeśli są spełniane połowicznie lub w ogóle zaniedbywane, cierpi na tym wyłącznie sam zainteresowany, bo jego postęp jest o wiele wolniejszy i utrudniony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fałszywy mistyk potrzebuje jak największego grona z różnych powodów, a przede wszystkim dlatego, że chce żyć luksusowo na koszt swoich wyznawców, niejednokrotnie skłaniając ich, aby go czcili jako Boga. Uważa się za ich właściciela i „pana życia i śmierci”, ingerując w ich życie osobiste i rodzinne. Wśród zasad panujących w jego grupie na ogół nie ma żadnych restrykcji żywieniowych, bo jest to pierwszy powód trzymający ludzi z daleka, a moralność jest bardzo swoiście pojmowana, będąc niejednokrotnie wabikiem dla poszukujących swobód seksualnych. A kiedy już człowiek przystąpi do grona, utrzymywany jest w posłuszeństwie przy pomocy różnych, czasami bardzo wyrafinowanych i nieludzkich metod.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na prawdziwej ścieżce restrykcje są niezbędne, ale gdy człowiek zrozumie ich zasadność, przestają one być dla niego restrykcjami. Na przykład miliony ludzi na świecie nie jedzą mięsa i nie piją alkoholu z najprzeróżniejszych powodów i wcale nie czują się nieszczęśliwi lub pokrzywdzeni. Miliony żyją z pracy rąk własnych oraz przestrzegają praw i zasad moralnych, i wcale nie uważają się za zniewolonych lub ubezwłasnowolnionych. U praktykującego ścieżkę duchową jest to po prostu odpowiednie nastawienie wytworzone pod wpływem zrozumienia, że te restrykcje nie mają na celu go zagłodzić, poniżyć lub unieszczęśliwić, lecz są wyłącznie dla jego własnego dobra i pomagają mu w postępie duchowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problemy z rozpoznaniem prawdziwego mistycyzmu powstają również wtedy, gdy mamy do czynienia z naukami Mistrzów żyjących w różnych epokach. Występuje wtedy wiele powierzchownych różnic, które wynikają z różnego, indywidualnego przedstawiania nauk. Jezus nauczał mistycyzmu inaczej – sądząc z tego, co jest dostępne w pismach kanonicznych i apokryficznych – niż Zoroaster, Pitagoras, Sokrates, Kabir, Budda, Mojżesz i Mahomet, ale gdy uważnie przyjrzymy się rdzeniowi tych nauk, ich samej ezoterycznej treści, okazuje się, że jest ona identyczna u każdego mistyka, w każdych czasach i na wszystkich kontynentach. To, co pisze Lǎo Tzu w swej rozprawie można z powodzeniem komentować w oparciu o pisma wczesnochrześcijańskie, utwory nauczycieli sikhijskich, Koran i współczesną literaturę opartą na naukach współczesnych mistyków. Podczas inicjacji człowiek zostaje zapoznany właśnie z tym wspólnym rdzeniem, czyli dostaje „mistyczny klucz”, za pomocą którego potrafi odsiewać plewy od ziarna. W ten sposób uzyskuje wzorzec, do którego może podstawiać badane nauki. Po prostu, jeśli czegoś w nich nie ma, co jest we wzorcu lub jest coś, czego w nim nie ma, może być pewny, że to nie jest prawdziwy mistycyzm, a ten, kto je głosi, nie jest prawdziwym mistykiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistycyzm jest podobny do wszystkich religii, ponieważ wszystkie religie rodzą się z mistycznej gnozy. Ta wiedza jest po prostu źródłem, rdzeniem, esencją, treścią i kwintesencją każdej z nich – jest wspólnym mianownikiem wszystkich. Czasem mistycyzm kojarzony jest z ezoteryzmem religijnym, czyli głębszą wiedzą dostępną jedynie teologom, jednakże ezoteryczna część nauk religijnych jest na ogół tak obłożona indywidualnymi interpretacjami, koncepcjami i doktrynami duchownych autorytetów, że chociaż gnoza mistyczna gdzieś tam niewątpliwie jest, to jednak bardzo trudno ją rozpoznać i wyłuskać. Te zewnętrzne naleciałości oraz egotyzm całych pokoleń teologów i arcykapłanów ugruntowały pogląd panujący w każdej z istniejących na świecie religii, że tylko ona właściwie rozumie – że tylko ona posiada „monopol na Boga” i uniwersalną receptę na zbawienie, zaś wszyscy inni błądzą, są heretykami i poganami. A to rodzi uprzedzenia, rasizm, podziały między ludźmi i nienawiść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Religie są identyczne pod względem tych głębokich treści, a ich czasami bardzo znaczne różnice polegają na odmienności zrozumienia mistycznych prawd i pryncypiów oraz na odmienności liturgii, w tym sakramentów oraz przeróżnych ceremonii i rytuałów. Gdyby nie było tych sztucznych nawarstwień i różnic, mielibyśmy na świecie tylko jedną religię – mistycyzm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia uczy, że prawie każdy mistyk spotykał się z niechęcią i prześladowaniami ze strony aktualnie obowiązującej na danym terenie religii, ponieważ dokonywał odnowy nauk skrzywionych przez nią w międzyczasie. Proces odchodzenia od sedna prawdziwych nauk przebiega bardzo szybko i często tuż po śmierci Mistrza i jego bezpośrednich uczniów zaczynają one przybierać postać religii. Taką sytuację można zaobserwować w każdej religii, nie tylko w chrześcijaństwie. Każdy następny mistyk – choć przynosi ze sobą identyczne nauki – jest traktowany jak obrazoburca, mąciciel i hochsztapler, bo burzy już ustalony porządek rzeczy, a nawołując do skromności i prostoty, naraża się duchownym dostojnikom, którzy za wszelką cenę i kosztem wielu ludzi chcą się bogacić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistycyzm nie może być popularny, bo zawsze niesie ze sobą tę samą prawdę, dlatego zawsze jest rewolucyjny w stosunku do już ugruntowanych dogmatów, wywodzących się nie z czego innego, jak z niewłaściwie zrozumianych lub celowo zniekształconych wiecznych nauk mistycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno się zatem dziwić, iż w dziedzinie umysłu, w naszym świecie wymagającym konkretnych definicji, mistycyzm i jego rola są niezmiernie trudne do umiejscowienia, dlatego raz występują gdzieś na pograniczu religii i filozofii, to znów są spychane w dół i utożsamiane z szamanizmem, okultyzmem, spirytyzmem i magią. W ciągu ostatnich dziesięcioleci mistycyzm zwany bywa parapsychologią, psychotroniką, ESP (czyli extrasensory perception) i innymi, równie wymyślnie i pseudonaukowo brzmiącymi nazwami, zaś w ekstremalnych przypadkach traktowany w ogóle lekceważąco jako pozostałość po antycznych, rzekomo prymitywnych wierzeniach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do super ekstremistycznej opinii na temat mistycyzmu doszło w czasie wydarzeń u progu trzeciego millennium, gdy politycy i biznesmeni rozpętali kolejną „krucjatę”, zaś media przypisały inspirowanie aktów terroru „szalonym mistykom”. Oczywiście takie opinie nie mają żadnego oparcia w rzeczywistości, a rodzą się wyłącznie w umysłach niedoinformowanych ignorantów, których w mediach nie brakuje. Bowiem najważniejszymi pryncypiami mistycyzmu są: nieagresja i pokojowe podejście do wszystkiego i wszystkich; godzenie się z istniejącym stanem rzeczy; traktowanie wszystkich religii z jednakowym szacunkiem oraz odłączanie się od spraw tego świata, w tym od polityki, militaryzmu itp. Zgodnie z nimi żaden prawdziwy mistyk nigdy nie namawiał swoich uczniów do występowania przeciwko prawom jakiegokolwiek narodu, napadania na kogokolwiek lub robienia komukolwiek krzywdy, bo jeśli to robił, to nie był mistykiem. Jeżeli zaleca się ścisłą dietę wegetariańską tylko dlatego, żeby nawet pośrednio nie uczestniczyć w łańcuchu zabijania, tym bardziej żaden mistyk nie popiera aktów terroru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszym dowodem jacy byli (lub są) ci „szaleni mistycy” jest ich całkowicie błędne zrozumienie islamskiej idei szariatu , czyli świętej wojny, którą zgodnie z Koranem każdy wyznawca tej religii ma przeprowadzić w sobie, walcząc ze swoimi wadami, obsesjami, namiętnościami itp. w celu maksymalnego oczyszczenia swojej osobowości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistycyzm nazwany został przez Aldousa Huxleya  „filozofią perenialną”. Ten termin zapożyczony z botaniki doskonale oddaje jeden z bardzo ważnych atrybutów mistycznej gnozy, która jak wieloletnia roślina bylinowa może na jakiś czas gdzieś się zagubić i zniknąć, aby wkrótce odbić w najbardziej niespodziewanym miejscu, gdy tylko warunki staną się sprzyjające. Historia świata potwierdza tę tezę, a doświadczenia tysiącleci mówią, że gdy tylko amoralność, gwałt, korupcja, okrucieństwo i magia zaczynają wieść prym na jakimś terenie, pojawiają się mistycy niosąc wysoko uniesioną lampę mistycznego oświecenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kultury chodzą różnymi drogami – niektóre oddalają się od siebie, aby stopniowo zaniknąć, zaś inne zbliżają się i mieszają ze sobą. Powstające w ich łonie religie rodzą się z mieszaniny nawarstwiających się obyczajów, wierzeń, tradycji ludowej i nauk mistycznych, gdy są sprzyjające ku temu warunki społeczne. Z czasem zaczynają występować różnice w interpretacji nauk i zasad oraz doktryny i dogmaty tworzące zwalczające się obozy i grupy odszczepieńcze, co z kolei powoduje rozłamy, a nawet wywołuje rewolucje religijne i wojny w imię Boże. Tymczasem Bóg nie ma z tym nic wspólnego i nie staje po niczyjej stronie, zaś to, co ludzie robią w Jego imieniu, jest wynikiem ich uprzedzeń i ignorancji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele w historii ludzkości było prób zduszenia mistycznej gnozy. Władcy pod wpływem duchownych autorytetów krzyżowali, kamienowali, palili żywcem, topili i w najprzeróżniejszy sposób torturowali mistyków, ale żadnemu nie udało się usłyszeć nawet słowa skargi, nie udało się skłonić do wyrzeczenia się mistycznego ideału. Podstawowego pryncypium mistycyzmu – przekonania, że poza wszystkim jest jeden Bóg, jeden Wielki Duch, jedna podstawowa boska Energia, jedna wspólna Płaszczyzna, na której wszystkie żywe istoty są takie same – nigdy nikomu nie udało się zabić. Mistyczna gnoza przewija się jak wątek przez całą historię człowieczeństwa, ukazując, że celem prawdziwego mistycyzmu i szczytem wszystkich prawdziwych doznań mistycznych jest ostateczne połączenie duszy z Bogiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę "Tao - droga i sposób życia" jest dostępna w formacie e-booka na tym blogu pod linkiem "Księgarnia".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-5984939675614405598?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/5984939675614405598/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/05/mistycyzm-mistyczna-gnoza-filozofia_10.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/5984939675614405598'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/5984939675614405598'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/05/mistycyzm-mistyczna-gnoza-filozofia_10.html' title='Mistycyzm, mistyczna gnoza, filozofia perenialna'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-6486939607765110674</id><published>2011-05-04T02:14:00.000-07:00</published><updated>2011-05-04T02:20:33.957-07:00</updated><title type='text'>Blog w nowej szacie</title><content type='html'>No cóż, musiałem przemóc swoje przyrodzone lenistwo i zabrać się za porządki. Otrzymałem bowiem zawiadomienie, że Uniwersytet Queenslandzki, który od ponad 15 lat trzymał witrynę Studia Za próg, kasuje wkrótce swoje usługi internetowe dla klientów spoza uczelni i mam sobie poszukać nowego serwera. Skończyły się dobre czasy i witryna, która do tej pory spełniała kilka istotnych ról, będzie musiała wkrótce zniknąć z sieci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przykro mi, że wiele ciekawych pozycji, które można było u mnie poczytać, będzie niedostępne - a zwłaszcza literatura i poezja moich dobrych koleżanek i kolegów z Polski. Niestety, na tym blogu mam limit 10 stron i ledwo zmieściłem się z 1/100 mojego bałaganu. Ale może to i lepiej, bo teraz wszystko będzie w jednym kawałku - nawet i moje filmy publikowane na YouTubie znalazły tutaj kawałek miejsca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jak na witrynie Za progu (www.uq.net.au/zaprog), tak i tutaj można kupować książki Studia. Po prawej stronie są "Linki wgłąb", gdzie pod linkiem "Literatura Studia" są informacje na temat książek, zaś pod linkiem "Księgarnia" można je (tanio) kupić przy pomocy pewnej i wygodnej usługi PayPala.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blog ma jeszcze jedną dobrą stronę - możliwość dyskusji. Choć jestem otwarty na wszystkie sugestie oraz konstruktywną krytykę, uprzedzam że posty są moderowane i nie będę tolerował wulgaryzmów, chamstwa i wpisów nie na temat. Muszę jednak dodać i z góry przeprosić, że nie każdemu będę mógł odpowiedzieć ze względu na chroniczny brak czasu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to by było na tyle. Zapraszam do nowego lokalu - UWAGA, ŚWIEŻO MALOWANE !&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-6486939607765110674?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/6486939607765110674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/05/blog-w-nowej-szacie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/6486939607765110674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/6486939607765110674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2011/05/blog-w-nowej-szacie.html' title='Blog w nowej szacie'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-4505473685349517647</id><published>2010-11-21T01:28:00.000-08:00</published><updated>2010-11-21T03:46:42.488-08:00</updated><title type='text'>Polska terminologia a rzeczywistość</title><content type='html'>Gdy jesteśmy piśmienni (tzn. nie jesteśmy analfabetami i posiadamy jakie takie zdolności literackie) i chcemy się komuś przypodobać, piszemy tzw. panegiryk. Jest to utwór pochwalny, w którym używa się wyszukanych słów, zazwyczaj z przesadą starając się mocno uwypuklić czyjeś zalety z równoczesnym głębokim ukryciem wad. Tym sposobem taki utwór nigdy nie jest obiektywny, czasami bardzo poważnie mijając się z prawdą i rzeczywistością nagich faktów. Pisanie panegiryków ma u swojego podłoża mniej lub bardziej ukrytą interesowność, albowiem chwaląc kogoś bardzo bogatego lub znaczącego, autor spodziewa się sowitej nagrody, bądź materialnej w postaci żywej gotówki, bądź też innego rodzaju apanaży nieco mniej materialnych, jak pozycja, sława i chwała, które wszelako w finałowym efekcie prowadzą do tego samego – do zwiększenia zawartości portfela przy równoczesnej, zapierającej dech w piersiach satysfakcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjawisko to od jakiegoś czasu obserwujemy w polskich mediach, zaś od pamiętnego dnia 10 kwietnia 2010 roku, doszło ono do rozmiarów absurdalnych. Na przykład katastrofa pod Smoleńskiem nazwana została „tragedią”, w której „poległ” nie tylko prezydent, ale „cały kwiat” polskiego narodu. Spróbujmy zastanowić się nad tymi trzema sformułowaniami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przeczę, że dla rodzin zabitych w tym wypadku lotniczym, utrata najbliższych może być tragedią. Może być nawet wielką tragedią, bo dzieci straciły ojców lub matki, żony mężów, a mężowie żony. Matki i ojcowie stracili synów lub córki. W niektórych rodzinach świat się zawalił przynajmniej na chwilę, dopóki czas nie zaleczy świeżych ran psychiczno-mentalnych. Jednakże, gdy spojrzymy na te „tragedie” z nieco szerszej perspektywy, okazuje się, że w żadnej z tych rodzin nie odszedł przecież jedyny żywiciel i żadna z nich nie przymiera głodem. Wprost przeciwnie – ich konta bankowe (i tak dobrze napakowane z racji pełnionych lukratywnych stanowisk) nagle spuchły, jeśli zmarli byli ubezpieczeni. Z „należną” pompą pochowani zostali na koszt państwa – niektórzy nawet na Wawelu lub w alejach zasłużonych. Nie byłoby tego, gdyby zginął w wypadku zwyczajny Kowalski. Rodzina zostałaby zostawiona samej sobie, musiałaby ponieść wszystkie koszty i konsekwencje odejścia w zaświaty człowieka, który był nie tylko bliskim partnerem, ale również dostarczał regularnie pieniędzy na życie. Takiej rodzinie świat się zawala na wiele lat, jeśli nie na zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednakże dla narodu polskiego katastrofa pod Smoleńskiem nie jest żadną tragedią. To media chcą nam wmówić, że te kilkadziesiąt osób miało dla nas tak wielkie znaczenie. Tymczasem nie ma ludzi niezastąpionych i jak widzimy polski rząd doskonale poradził sobie zastępując ich innymi, być może lepszymi. Nie zawalił się świat, a nasz kraj funkcjonuje dalej, ani lepiej, ani gorzej. Nie istnieje nic takiego jak "niepowetowana strata", bo gdyby tak było, wszyscy musielibyśmy być nieśmiertelni i nigdy nie umierać. Jeżeli każdy z nas musi się godzić - bo czy ma jakieś inne wyjście? - z odejściem osoby kochanej i jak się dotąd wydawało niezbędnej, tym bardziej naród jako całość musi się pogodzić, że odeszło kilkudziesięciu jego reprezentantów, którzy nb. nie zawsze się sprawdzali w swojej działalności dla jego dobra. Poza tym tragedia jest pojęciem bardzo względnym. Jeśli tragiczne wydarzenie następuje w naszej rodzinie, odbieramy je zupełnie inaczej niż gdy nastąpi u sąsiadów lub u kogoś zupełnie obcego. Jedynym przypadkiem tragedii narodowej jest wojna, gdy jakieś inne państwo napadnie na nas, okupuje nasze terytorium i zniewala nas. Zastanówmy się, że każdy z Polaków pośrednio, a nasze wojsko bezpośrednio uczestniczy w dwóch wojnach, które są naprawdę tragediami narodowymi dla napadniętych ludzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowo „polec” wywodzi się z faktu, że ktoś padł na polu bitwy walcząc o jakąś, najczęściej nie swoją i najczęściej brudną sprawę. Miliony żołnierzy w ten sposób „pada” i pies z kulawą nogą nie troszczy się o ich rodziny, nie współczuje im i nie pisze na ich cześć panegiryków. Dlaczego? Bo stanowili „mięso armatnie”, które było potrzebne, aby zaspokoić chciwość i pychę tych, którzy ich na wojnę wysłali. Czyli „żołnierska masa” w której nie rozpoznaje się poszczególnych ludzi, traktując ich jak podstawowy sprzęt, jak granaty, karabiny i amunicję. Ta masa po prostu „ginie” w takiej lub innej potyczce i straty w ludziach są mniej istotne niż utrata czołgu lub działa. Jeśli jednak rozpoznajemy poszczególne jednostki, np. dlatego, że ten ktoś był wyższy rangą i miał jakieś zasługi, nie mówimy że ten i ów został zabity w czasie działań wojennych, lecz że „poległ”, a czasem dodajemy „na polu chwały”, chociaż ta „chwała” na ogół jest bardzo wątpliwej jakości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przypadku Smoleńska o załodze samolotu oraz tzw. „rodzinach katyńskich” pisze się, że zginęli w katastrofie, ale o reszcie pasażerów, czyli o „kwiecie polskiego narodu” pisze się, że „polegli”. Prawda, że to pięknie i o wiele lepiej brzmi? Medialni pismacy sugerują tym samym, że ten „kwiat” poległ na posterunku, czyli na polu chwały, zaś w stosunku do prezydenta (używając oczywiście dużej litery) pisało się wręcz (i nadal się tu i ówdzie pisze), że „poległ męczeńską śmiercią bohatera narodowego”, a nawet niektóre, co bardziej wiernopoddańcze media, przyrównywały go wręcz do Chrystusa. Miano bohatera-męczennika nadane już w kilka godzin po katastrofie, zaowocowało zaszczytnym pochówkiem na Wawelu oraz błyskawiczną akcją nadawania nowych nazw ulicom i placom, stawiania naprędce pomników i krzyży gdzie się tylko dało. Towarzyszyły temu manifestacje bigotów śpiewających nabożne pieśni, odmawiających litanie i spowiadających się ze swoich wiernopoddańczych poglądów do telewizyjnych kamer i radiowych mikrofonów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaki był ten „kwiat” polskiego narodu, dobrze wszyscy wiemy. Dopóki żyli i działali media nie szczędziły im niewybrednych krytyk, zaś naród wieszał na nich wszystkie psy i zeszmacał ich ile się tylko dało w towarzyskich dyskusjach przy kieliszku i kawie. Od 10 kwietnia pisze się o nich w samych superlatywach zgodnie z polską, dobrze zatęchłą tradycją, że o zmarłych źle nie wolno mówić. Wyciąga się i wyolbrzymia ich wszystkie zalety, całkowicie zapominając o wadach, które przed 10 kwietnia były przedmiotem napaści, krytyk, pomówień i kpin. Prezydent (z dużej litery, bo to początek zdania) był „ludzkim panem”, skromnym, dobrym, uczciwym, szanowanym przez naród za swe zasługi i kochanym przez współpracowników i podwładnych. W ten sposób tworzą się mity, które przyszłe pokolenia będą uważać za rzeczywistość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanówmy się co sprawia, że ktoś pcha się do „elity”, czyli według nowej terminologii „kwiatu narodu”? Istnieją różne motywacje i jedną z nich jest służenie krajowi i narodowi. Niestety czasy altruistycznych Czarnieckich i Sobieskich w Polsce, a Lincolnów w Ameryce dawno minęły i dzisiaj już nie uświadczysz człowieka, który cokolwiek zrobi za darmo dla dobra i ku chwale ojczyzny. Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej było sloganem tyleż pustym co nieprawdziwym. Tak zwana „Solidarność”, chcąc jedynie wygrać swoje racje, doprowadziła do bezpowrotnego przekreślenia i zniszczenia większości tego, co zbudowano za czasów PRLu, zamiast rozbudowywać i kontynuować to w nowych warunkach ustrojowych. O ile za tzw. „komuny” przynajmniej stwarzano iluzję „dobra narodowego” (w końcu „socjalizm”, czyli działanie z myślą o społeczeństwie, nie był i nie jest pustym słowem), obecnie naród spadł na ostatnią pozycję w systemie myślenia włodarzy Rzeczpospolitej, zaś o „dobrze narodowym”, czyli wspólnocie wszystkiego, zupełnie zapomniano. Innymi słowy, w Polsce rządzi prywata i każdy, kto się dorwie do żłobu, tak mocno ciągnie tę narodową, biało-czerwoną szmatę, aby mu się jak najwięcej dostało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy zatem odpowiedź na pytanie zadane na początku poprzedniego akapitu. Do „elity” pchają się ci, którzy chcą – primo – rządzić innymi, bo rozpiera ich napompowane ego i żądza władzy oraz secundo – bo im wyższy stołek, tym większe pieniądze, większe możliwości, a następnie luksus do końca życia na niebotycznej emeryturze. Warto więc walczyć o awanse i piąć się po trupach ścieżkami kariery. Tego typu motywacja powoduje, że cel uświęca środki i nawet jeśli wcześniej istniały jakieś resztki ludzkich uczuć, giną one bezpowrotnie w szaleńczej gonitwie za mamoną i władzą. A ponieważ cel uświęca środki, żaden sposób nie jest zły, żeby wykończyć konkurencję; żadne kłamstwo nie jest złe, żeby zdobyć popleczników; żadna obietnica nie musi być dotrzymana, bo jej data ważności upływa z chwilą jej złożenia. Naród – jeśli w ogóle się o nim myśli – jest takim samym „mięsem armatnim”, czyli ma do czasu służyć brudnym celom. Do czasu wyborów, bo po wygranych wyborach, nie ma już czasu myśleć o narodzie – nie ma już czasu, bo ważniejsze jest utrzymanie się na stołku, a przecież doba ma tylko 24 godziny. Przegrana w wyborach powoduje, że narodu używa się do zwalczania elity rządzącej, co np. w Polsce przejawia się wyjątkowym chamstwem, sianiem nienawiści i tworzeniem podziałów społecznych na „prawdziwych” i „nieprawdziwych” Polaków, psując tym ostatnim reputację w kraju i na świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawa katyńska była znana od końca wojny i kto chciał wiedzieć, ten wiedział, ale nie wolno było o tym mówić. W PRLu wielkim głosem mówiło się o milionach Polaków zamordowanych w niemieckich obozach zagłady na terenach Polski i Niemiec, bo była zimna wojna i wszystko co dotyczyło tamtej strony żelaznej kurtyny było zgniłe i wraże. Po 1989 roku nazistowska zbrodnia straciła swój połysk i przestano się nią interesować, bo zmieniła się polska orientacja polityczna i tym razem wszystko, co się dzieje po drugiej stronie Bugu jest zgniłe i wraże. W zamian za holokaust polska opinia publiczna otrzymała Katyń jako pożywkę do znienawidzenia Rosji – tak, jakbyśmy ją kiedykolwiek kochali. Dwa pokolenia dziennikarzy i publicystów wykarmiły się piersią Katynia, biorąc sowite wierszówki za teksty obracające w koło Macieju ten temat, po to tylko żeby judzić, podżegać, wprowadzać ferment i niezgodę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki był główny powód tej wycieczki 10 kwietnia. Przegięto pałę zbyt mocno i jeśli ktoś tam jest na górze, dał wreszcie niektórym Polakom porządnego klapsa. Dosyć Katynia. Przestańmy międlić tę sprawę w nieskończoność. Przestańmy żyć przeszłością i nurzać się w bezsilnej, bezsensownej nienawiści. Jeśli faktycznie 95% polskiego narodu to chrześcijanie, powinni przestrzegać tego, co nakazał Jezus, którego uważają za swojego mistrza: przebaczyć i zapomnieć. Lecz Jezus jest jedynie na pokaz. Niech świat szlag trafi z zazdrości, że mamy największy posąg kiedykolwiek zbudowany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z honorowych gości prezydenta na pokładzie feralnego tupolewa był jeden z żyjących dinozaurów niesławnej pamięci „rządu na uchodźstwie”, zwanego popularnie rządem londyńskim. Gdyby nie ten rząd, nie byłoby dwóch niepotrzebnych tragedii w historii Polski – rzezi w Katyniu i Powstania Warszawskiego. Gdyby sanacyjni politycy i naczelne dowództwo nie uciekło z kraju nie powąchawszy prochu kampanii wrześniowej, nie byłoby nikogo w Katyniu, bo oficerowie byliby z żołnierzami na froncie niemieckim. Dziś, ten dinozaur jest też bohaterem-męczennikiem, bo zdarzyło mu się zginąć w samolocie w drodze do Katynia, gdzie miał „uczcić” ofiary zbrodni wojennej, nie myśląc nawet o tym, że ten „rząd”, którego był członkiem, pośrednio ponosi odpowiedzialność za to co się stało. Sąd surowo karze ludzi na stanowiskach za niedopełnienie obowiązków, zwłaszcza wtedy, gdy doszło do jakiejś katastrofy. Rząd londyński nie tylko cieszył się nietykalnością, ale jego członkowie są uważani we współczesnej, prawicowej Polsce za bohaterów narodowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto jak się tworzy polska współczesna mitologia, której następne pokolenia będą się uczyć z podręczników jako historycznych faktów do wierzenia. Oto w jaki sposób nieznaczna nawet zmiana terminologii niedouczonych gazetowych pismaków potrafi odwrócić kota ogonem i z tchórza zrobić bohatera; z obrażalskiego pyszałka skromnego „dobrego pana”, którego wszyscy tak kochali; z pospolitego kłamcy, na którego ustach prawda pojawiała się przez pomyłkę, człowieka kryształowo uczciwego i prawdomównego. Ta mitologia tworzy się tu i teraz, wprost przed naszymi oczami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są ludzie, którzy się nie zgadzają, protestują, a nawet próbują walczyć, ale jest ich zbyt mało i ich głos jest zbyt cichy. Może się boją o własną skórę? Nie dziwię się, bo w kraju, gdzie panuje ślepota, widzący są oszołomami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-4505473685349517647?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/4505473685349517647/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/polska-terminologia-rzeczywistosc.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/4505473685349517647'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/4505473685349517647'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/polska-terminologia-rzeczywistosc.html' title='Polska terminologia a rzeczywistość'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-5632108113569511781</id><published>2010-11-17T02:05:00.000-08:00</published><updated>2010-11-17T02:05:28.599-08:00</updated><title type='text'>TONĄCY BRZYTWY SIĘ CHWYTA</title><content type='html'>Im ktoś się bardziej zaplącze w swoje własne kłamstwa i matactwa, tym bardziej się boi, żeby prawda nie wyszła na jaw. Tym bardziej się boi kompromitacji, na im wyższym stołku siedzi, albowiem im wyżej się siedzi, tym łatwiej spaść na d... i ten upadek jest nie tylko niezmiernie dotkliwy, ale ośmiesza i przekreśla karierę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest w Polsce człowiek, który najlepiej wie, kto spowodował katastrofę w Smoleńsku. Inni się jedynie domyślają, spekulują i konspirują. Jednakże z tych ostatnich wielu wie prawie na pewno, ponieważ mają dostęp do wszystkich dokumentów rozwlekłego śledztwa prowadzonego na wielu płaszczyznach i przez wiele instancji. Ci ludzie wolą milczeć, bo ten jeden kręci, próbując za wszelką cenę ukryć prawdę, a ponieważ jego pozycja jest wysoka i stoją za nim potężne, mroczne siły, każdy woli udawać, że nie wie, gwoli bezpieczeństwa swojej własnej pozycji i portfela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym sposobem sprawa coraz bardziej tonie w bagnie fałszu i zakłamania, i staje się coraz bardziej śmierdząca. Ile pomyj wylano na siebie nawzajem! Ile wyartykułowano krzywdzących pomówień! Ile powstało teorii spiskowych oraz podejrzeń o zamach! Przy okazji podzielono polski naród jak nigdy jeszcze dotąd w historii. Zwrócono przeciw sobie członków najbliższej rodziny, skłócono kolegów w pracy, przyjaźń przestała istnieć, nie mówiąc już o miłości bliźniego, której w polskim narodzie ze świecą by szukać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest w Polsce grupa ludzi, którzy o niczym innym nie marzą jak o napaści na Rosję. Za moich młodych lat takich ludzi nazywało się rewizjonistami i odwetowcami. Oczywiście to nie byli „nasi”, lecz „oni” – te zgrzybiałe dziadki w monachijskich piwiarniach śpiewający drżącymi głosami nazistowskie marsze bojowe i wspominający z łezką w oku dobre czasy Drang nach Osten. Dzisiejsi polscy odwetowcy dyszą nienawiścią do Rosji i wprowadzonego przez nią ustroju – do tej PRLowskiej ojczyzny, w której się urodzili, wykształcili i wychowali. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tonący brzytwy się chwyta. Ten ktoś, o kim było na początku niniejszego tekstu, w swej zajadłości z jednej strony, a strachu o własną skórę z drugiej, rozpoczął następny akt dramatu. Poskarżyć się sojusznikowi, czyli Wielkiemu Bratu Zza Oceanu, zupełnie jakby ten sojusznik faktycznie był nam „bratem” i miał ochotę nadstawiać karku za Polaków, albo prać ich brudy. Jednakże taka naiwność myślenia nie jest tu najgorsza – gorsze o wiele, że dwoje eksministrów (czy może raczej ekstremistów) zostało wysłane za ocean, aby obcemu rządowi poskarżyć się na swój własny rząd wybrany w demokratycznych wyborach przez naród. Zapytany o zdanie jeden z moich znajomych publicystów określił to jako zdradę stanu, porównując ich do dawnych możnowładców, którzy niejednokrotnie w historii naszego kraju uciekali się do pomocy (często zbrojnej) innego, na ogół wrażego kraju. Niektórzy Piastowie wołali na pomoc Czechów i Niemców przeciwko braciom Piastom. Polscy magnaci ściągnęli szwedzki Potop. Ich potomkowie pomogli trzem cesarstwom w rozbiorach Polski i wymazaniu jej z mapy świata. Nie tak dawno grupa następnych „prawdziwych Polaków” klęczała przed Stalinem, błagając go o pomoc i ustrojową opiekę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednakże w opisanych przypadkach za każdym razem były o wiele poważniejsze powody i o wiele grubsze interesy. Tym razem jest to dalsze mydlenie oczu narodowi i światu, aby tylko nie przyznać się do pospolitego oszustwa kogoś, kto bez reszty owładnięty został obsesyjną żądzą władzy.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10 kwietnia wieczorem oglądałem dziennik australijskiej telewizji rządowej ABC. O katastrofie w Smoleńsku była króciutka wzmianka, ale drwiący uśmieszek prezentera dopowiedział resztę. Na drugi dzień ukazał się New York Times, gdzie pomiędzy wierszami krótkiej notki wiele można było wyczytać. Świat wiedział od razu jak to się odbyło, ale dziennikarzom nie wolno było mówić za wiele.  Świat nie chce się mieszać w polskie brudy  i cierpliwie czeka, aż Polacy upiorą je w swoim własnym domu. Na razie jednak na to się nie zanosi. Brudzimy się jeszcze bardziej i bardziej, bo nie ma niczego tak obrzydliwie brudnego jak okłamywanie własnego narodu przez tych, którzy uważają się wprost za „pomazańców bożych”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale prawda choć nierychliwa, zawsze wychodzi na wierzch. I wtedy skandal, wstyd, kompromitacja i śmieszność będą kolosalne. Polecą „koronowane” głowy, poprzewracają się wysokie stołki i będziemy wybierać następną „elitę”. Czy lepszą, uczciwszą i bardziej prawdomówną? Zobaczymy. &lt;B&gt;Niechaj sobie każdy taką piosnkę kupi, że Polak i przed szkodą, i po szkodzie głupi.&lt;/B&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-5632108113569511781?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/5632108113569511781/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/tonacy-brzytwy-sie-chwyta.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/5632108113569511781'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/5632108113569511781'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/tonacy-brzytwy-sie-chwyta.html' title='TONĄCY BRZYTWY SIĘ CHWYTA'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-8935675542881681543</id><published>2010-11-13T23:50:00.000-08:00</published><updated>2010-11-13T23:50:37.707-08:00</updated><title type='text'>Oświadczenie</title><content type='html'>Oświadczam, że nie mam żadnego wpływu na filmy YouTube reklamowane w nagłówku tego blogu. Tworząc tę zakładkę miałem zamiar promować filmy mojego kanału &lt;a href="http://youtube.com/user/studiozaprog"&gt;PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK&lt;/a&gt; i podłożyłem pod link właściwy adres URL i odpowiednie słowa kluczowe. Jednakże YT wykorzystuje okazję, żeby obok moich filmów reklamować inne, z którymi się niejednokrotnie nie zgadzam i które wprost zaśmiecają ten blog.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktoś z Was wie, w jaki sposób tego uniknąć, będę bardzo wdzięczny za radę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-8935675542881681543?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/8935675542881681543/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/oswiadczenie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/8935675542881681543'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/8935675542881681543'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/oswiadczenie.html' title='Oświadczenie'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-7207574442292267922</id><published>2010-11-11T18:41:00.000-08:00</published><updated>2010-11-11T18:45:22.165-08:00</updated><title type='text'>Oto co Jezus mówi o "trzecim oku"...</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=L5H0RBIDjCI"&gt;KAZANIE NA GÓRZE 4 &lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-7207574442292267922?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/7207574442292267922/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/kazanie-na-gorze-4.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/7207574442292267922'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/7207574442292267922'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/kazanie-na-gorze-4.html' title='Oto co Jezus mówi o &quot;trzecim oku&quot;...'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-4914162552633787733</id><published>2010-11-11T02:47:00.000-08:00</published><updated>2010-11-11T02:47:22.220-08:00</updated><title type='text'>Dlaczego Kościół nie przestrzega Pisma świętego?</title><content type='html'>Kilka dni temu, szukając materiałów do nowego filmu trafiłem w Wikipedii na tekst, w którym Kościół gęsto się tłumaczy, dlaczego odstawił na bok nauki Jezusa, a zwłaszcza słynne Kazanie na Górze. A oto ten tekst:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W chrześcijaństwie istnieją różne formy interpretacji kazania na górze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Kazanie zawiera etykę stanu tymczasowego (tzw. Interimsethik) i wskazania przeznaczone są wyłącznie na okres bliskiego końca świata, jako okazja do pokuty oferowana przez Boga. &lt;b&gt;Ponieważ koniec świata nie nadszedł, etyka kazania na górze straciła swój pierwotny sens.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nakazy kazania na górze są &lt;b&gt;niemożliwe &lt;/b&gt;do wypełnienia, &lt;b&gt;gdyż tylko Jezus mógł je całkowicie wypełnić&lt;/b&gt;. Kazanie ma uświadomić wierzącym ich grzechy, doprowadzić ich do prawdziwej pokuty, by zbawienia oczekiwali jedynie od Boga. Tę interpretację sugerowałMarcin Luter, a za nim większość Kościołów protestanckich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Kazanie jest skierowane &lt;b&gt;wyłącznie do uczniów&lt;/b&gt;, a nie całego ludu. &lt;b&gt;Tylko elita ludzi doskonałych - następców uczniów jest w stanie zrealizować zasady kazania&lt;/b&gt;. Już św. Augustyn uważał, że kazanie stanowi "perfectus vitae chrisianae modus", czyli doskonały sposób życia chrześcijańskiego. Tę interpretację przyjmowała część egzegetów katolickich, szczególnie po soborze trydenckim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Kazanie zawiera elementy &lt;b&gt;trudne &lt;/b&gt;do wypełnienia, jednak &lt;b&gt;obowiązujące wszystkich wiernych&lt;/b&gt;. Jego wypełnienie może stać się możliwe dzięki łasce Bożej, którą &lt;b&gt;wszyscy ludzie otrzymali wraz ze zbawieniem dokonanym przez Jezusa&lt;/b&gt;. Jest to najczęstsza interpretacja katolicka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie powinienem się powstrzymać od komentarza. Jednakże nie dziwiłbym się, gdyby coś takiego napisano we wczesnym średniowieczu - ale w XXI wieku?! Ano, końca świata nie było, więc hulaj dusza, piekła nie ma! No więc hulamy... z Kościołem na czele.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-4914162552633787733?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/4914162552633787733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/dlaczego-koscio-nie-przestrzega-pisma.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/4914162552633787733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/4914162552633787733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/dlaczego-koscio-nie-przestrzega-pisma.html' title='Dlaczego Kościół nie przestrzega Pisma świętego?'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-5898397498972108559</id><published>2010-11-07T16:42:00.000-08:00</published><updated>2010-11-07T16:42:53.776-08:00</updated><title type='text'>NOWOŚCI KANAŁU YOUTUBE PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</title><content type='html'>W ostatnich dniach kanał wzbogacił się o kilka nowych filmów z serii RELIGIA. A oto tytuły:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KONSPIRACJA - JEZUS W INDIACH?&lt;br /&gt;CZEGO JEZUS NIE POWIEDZIAŁ&lt;br /&gt;HUMORESKI NOWEGO TESTAMENTU&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oraz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KAZANIE NA GÓRZE - odcinki 1, 2 i 3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym z Was, którzy jeszcze nie odwiedzali kanału PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK wyjaśniam, że seria RELIGIA ukazuje do jakiego stopnia tzw. "Pismo święte" jest zakłamane oraz jak sam Kościół nie przestrzega tego, w co każe wierzyć swoim wyznawcom.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-5898397498972108559?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/5898397498972108559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/nowosci-kanau-youtube-publicystyka-bez.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/5898397498972108559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/5898397498972108559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/nowosci-kanau-youtube-publicystyka-bez.html' title='NOWOŚCI KANAŁU YOUTUBE PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7989940449614611457.post-1856964414458412215</id><published>2010-11-05T19:55:00.000-07:00</published><updated>2010-11-05T19:55:16.239-07:00</updated><title type='text'>PARĘ SŁÓW NA POCZĄTEK</title><content type='html'>Jak sama nazwa wskazuje treść tego bloga będzie niepokorna, a chwilami nawet wręcz heretycka. Albowiem wiele jest zjawisk i spraw, o których mówi się wstydliwym szeptem, aby przypadkiem nie narazić się komuś. Komu? Na przykład najbliższym, bo jakże często w najbliższej rodzinie mamy tyle poglądów, ideologii i punktów widzenia, ilu jest jej członków (i członkiń). Na przykład środowisku, które jakże często z butami wchodzi do naszego prywatnego życia, potępiając nas za postępowanie odbiegające od przyjętych schematów. Na przykład politykom, którym nie wolno przypominać tego, co obiecywali solennie, gdy walczyli o stołki i miejsca przy żłobie. Na przykład Kościołowi, który nie uznaje żadnej krytyki. I tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jednakże o pewnych sprawach trzeba mówić głośno i bez ogródek, bez owijania w bawełnę i kawa na ławę. Chowanie głowy w piasek wystawia tylną część ciała na razy i kopniaki. Czasami bardzo dotkliwe. Lecz „dla dobra sprawy” i żeby się nie narazić, znosimy je i dalej chowamy głowę w piasek. Sprawia to, że ani nasze indywidualne życie się nie poprawia, ani sytuacja w kraju się nie zmienia na lepsze. Wprost przeciwnie. Nasze chowanie głowy w piasek jest bardzo na rękę tym, którzy nami rządzą – którzy w  taki lub owaki sposób sterują naszym życiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Ostrożne, wstydliwe i bojaźliwe omijanie z daleka pewnych spraw powoduje, że Polacy stali się społeczeństwem zakłamanym, żyjącym w coraz twardszym kokonie iluzji. Wolimy nie znać nagiej prawdy opartej na nagich faktach. Nie chcemy żyć naprawdę w realnym świecie, ale przecież świat jest realny czy nam się to podoba, czy nie. Więc gdy nagle stajemy oko w oko z twardą rzeczywistością, uważamy że dzieje nam się krzycząca o pomstę do nieba niesprawiedliwość. Ta konfrontacja jest tym bardziej przykra, im głębiej tkwimy w samo stworzonych złudzeniach. Dowiadujemy się bowiem prawdy o sobie, w którą za nic w świecie nie chcemy uwierzyć, ponieważ nie pasuje do naszych złudzeń.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Wychowywałem się w rodzinie prawniczej, gdzie sprawiedliwość, prawość i uczciwość były stawiane na najwyższym piedestale. Nie od święta i bez wielkich słów, lecz przestrzegane na co dzień w każdym aspekcie codziennego życia. Ciężko było żyć z takim nastawieniem w kraju, gdzie niczego się nie kupowało, lecz „zdobywało” lub „załatwiało” i gdzie człowiek uczciwy postrzegany bywał jako durny frajer. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci – powiada przysłowie. Zasady wyniesione z dzieciństwa towarzyszyły mi przez całe życie. Nigdy nie mogłem się pogodzić z niesprawiedliwością, nieprawością, nieuczciwością, obłudą i fałszem. Ale bycie idealistą i odmieńcem nie przysparza ani przyjaciół, ani gotówki. Próbowałem pisać demaskując zauważone zło, niewłaściwe postawy, nieuczciwość i podłość. Naraziłem się różnym ważnym osobom, a w pewnej ważnej instytucji założono mi teczkę, której zawartość przekreśliła moją pisarską przyszłość i utrudniła życie do tego stopnia, że nie było innego wyjścia jak emigrować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Internet pozwala na wypowiadanie swoich myśli i poglądów bez obawy, że jakiś „redaktor naczelny” lub cenzor coś poskreśla, zmieni lub dopisze, albo wręcz odmówi publikacji. Przynajmniej na razie. Internet pozwala na wymianę myśli, na dzielenie się poglądami, na uczenie się jeden od drugiego, na konstruktywną i twórczą dyskusję, podczas której uczestnicy inspirują się nawzajem do nowych pomysłów, doświadczeń i przeżyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Skorzystałem więc z Internetu jako medium, za pośrednictwem którego mogę wyrazić co mnie boli i z czym się nie mogę pogodzić. Choć od ponad 30 lat jestem poza krajem i Australia stała się moją drugą, tą prawdziwą ojczyzną, Polska nie przestała mnie obchodzić. Mam wobec niej dług do spłacenia za moje smutne dzieciństwo i młodość. Piszę o Polsce i o tym co się tam dzieje, bo ktoś musi głośno poruszać pewne niewygodne zagadnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Trudno mi powiedzieć jak często będą się ukazywały artykuły na tym blogu. O wiele bardziej systematycznie pojawiają się moje filmy na kanale YouTube pn. PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK pod adresem &lt;a href="http://youtube.com/user/studiozaprog"&gt;http://youtube.com/user/studiozaprog&lt;/a&gt;. Ponieważ jednak ten filmowy kanał nie ma zbyt wiele miejsca na komentarze, zapraszam tutaj. Muszę jednak dodać ostrzeżenie – liczę wyłącznie na konstruktywną dyskusję i do niej gorąco zapraszam, ale wszelkie napastliwe i niecenzuralne posty będą bez litości wyrzucane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Pozdrawiam wszystkich.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7989940449614611457-1856964414458412215?l=studiozaprog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://studiozaprog.blogspot.com/feeds/1856964414458412215/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/pare-sow-na-poczatek.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/1856964414458412215'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7989940449614611457/posts/default/1856964414458412215'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://studiozaprog.blogspot.com/2010/11/pare-sow-na-poczatek.html' title='PARĘ SŁÓW NA POCZĄTEK'/><author><name>PUBLICYSTYKA BEZ OGRÓDEK</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17487291166584825914</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/__QmmtPAXj_k/TNJ5gAGAuYI/AAAAAAAAAAQ/y9OHKoYxe6M/S220/stary.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
